Reklama

    Nowy numer 12/2023 Archiwum

Jeden ksiądz, dwie parafie

Od pierwszej niedzieli lipca obowiązują zmiany personalne wśród kapłanów. Ze względu na coraz mniejszą liczbę duchownych posługujących w diecezji w tym roku zaszła konieczność, by połączyć kilka wspólnot.

W ten sposób jeden ksiądz administruje dwiema parafiami. Niewykluczone, że takich połączeń będzie więcej. Wiąże się to z wciąż malejącą liczbą powołań i faktem, że większość księży posługujących w diecezji zbliża się do emerytury kapłańskiej, wielu ma też inne obowiązki względem wspólnot, instytucji, administracji kurii, nie mogąc w pełni uczestniczyć w życiu parafii. Dotychczas połączono 8 parafii, 4 z nich pożegnały swoich proboszczów i mierzą się z nową rzeczywistością praktykowania wiary.

Bez proboszcza na miejscu

Tak zwana unia parafialna funkcjonuje w diecezji od kilku miesięcy, m.in. w parafiach w Leźnicy Małej i Szczukach. W obu parafiach konieczność zmiany administratora wywołane były śmiercią proboszcza. Parafię św. Marii Magdaleny w Leźnicy Małej pod opiekę przejął ks. Paweł Pełka, proboszcz parafii Opieki św. Józefa w Leśmierzu. Zmiany nastąpiły także w parafii św. Maksymiliana Kolbego w Szczukach, która przyłączona została do parafii Świętych Dziesięciu Tysięcy Rycerzy Męczenników w Sadkowicach. Ksiądz Dariusz Karpiński, proboszcz parafii Nawiedzenia NMP w Regnowie, zarządza parafią św. Stanisława Biskupa w Lewinie. W tych parafiach są tylko księża proboszczowie, którzy sami przygotowują dzieci do I Komunii św., młodzież do bierzmowania, jednocześnie administrując parafią. Wierni z troską, ale i niepokojem patrzą na sytuację w diecezji.

– Modlimy się o powołania, ale widocznie za mało. Szkoda, że nie mamy proboszcza tutaj. Nie ma problemu, gdy wszystko jest dobrze, ale w nagłych przypadkach świadomość, że ksiądz jest na miejscu, jest budująca. Osobiście tego doświadczyłam, gdy moja mama odchodziła ze świata, a nie było kapłana w parafii, który mógłby ją namaścić, pomodlić się przed śmiercią, bo akurat w drugiej parafii sprawował Mszę św. Takie sytuacje bolą, są trudne i wtedy dopiero docenia się dar kapłaństwa. Nie mogę powiedzieć, że czujemy się zaniedbani, bo absolutnie nie. Ksiądz bardzo się stara, ale to nie to samo – mówi Teresa Oziębło.

Wyzwania i modlitwa

Od lipca drugą parafię – Matki Bożej Anielskiej w Korabiewicach – obsługują także księża z parafii św. Jana Chrzciciela w Mszczonowie. – Jest nas trzech, wliczając księdza rezydenta, więc nie ma problemu z oddelegowaniem jednego kapłana na niedzielną Eucharystię. Planujemy także, by sobotnia wieczorna Msza św. była niedzielną, sprawowaną w parafii w Korabiewicach. Zadbamy również o to, by w pierwsze piątki miesiąca wierni mogli spowiadać się w swoim kościele – mówi ks. Tadeusz Przybylski, proboszcz. – Mszczonów od Korabiewic oddalony jest o 7 km, droga dojazdowa jest w dobrym stanie, więc nie ma kłopotów, by dotrzeć do parafii i sprawować nabożeństwa, jednak w tygodniu może być z tym trudniej. Obawy są też pod innymi względami. Pierwszą z nich jest troska o wiernych. Korabiewice to parafia licząca ok. 700 osób. Niektórzy pamiętają czasy, gdy nie było tam kapłana ani parafii. Bardzo zabiegano o jej utworzenie i udało się. Przyszedł ks. Tadeusz Seget, który zbudował kościół, organizował parafię i służył w niej do ostatnich swoich dni. I choć zmarł już dawno, to w pamięci wiernych wciąż jest obecny. Później było dwóch kolejnych proboszczów i znów na miejscu nie ma żadnego. W nagłych sprawach zostaje kontakt telefoniczny ze mną. Druga sprawa to plebania, która jest w kiepskim stanie. Niezamieszkana będzie skazana na dalsze niszczenie. Trzeba będzie też przenieść całe archiwum parafialne do Mszczonowa. Wspólnota, ale i kościół jako budynek potrzebują gospodarza – wylicza ks. Przybylski.

Kapłan od chwili, gdy dowiedział się o połączeniu parafii, stara się konsultować wszelkie decyzje z wiernymi z Korabiewic. – Ich zaangażowanie jest godne pochwały. Nie było kościelnego – od razu znalazł się ktoś, kto opiekuje kościołem i zgodził się przyjąć tę funkcję. Wiele rozmawiamy, staramy się znaleźć najlepsze rozwiązania. Wierni wiedzą, że nie zamykam im kościoła, ale zyskują także kościół w Mszczonowie, który zawsze jest dla nich otwarty. Zostawiam dowolność w kwestii ślubów, pogrzebów, miejsca sprawowania liturgii. Ale będę też potrzebować ich pomocy w kwestii różnych wydarzeń, troski o teren kościoła, plebanii, a niewykluczone, że także w kwestii nabożeństw, bo dziś nie mogę obiecać, że my, kapłani, będziemy codziennie przyjeżdżać na nabożeństwo różańcowe do ich parafii. Czas pokaże, jak będzie. Jedno jest pewne – trzeba się modlić o nowe powołania, by nie dochodziło więcej do łączenia parafii, braku kapłana na miejscu – dodaje ks. Tadeusz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy