Nowy numer 37/2021 Archiwum

Nie wyobrażam sobie, by była inna

O św. Józefie z litanii, który mówi, co skorygować, cudzie życia i niezwykłym prezencie na 18. urodziny opowiada Piotr Sumiński, mąż Katarzyny, tata Agaty.

Agnieszka Napiórkowska: Patronem obecnego roku papież Franciszek ogłosił św. Józefa. Jakim mężczyzną jest dla Ciebie ten święty? W czym Cię inspiruje, czy miałeś z nim kontakt wcześniej, czy odkrywasz go dopiero teraz?

Piotr Sumiński: Przylgnąłem do niego bardziej w tym roku. Postanowiłem sobie, że będę odwiedzał łowicką katedrę, gdzie jest piękny jego obraz, i będę się modlił za jego wstawiennictwem. I robię to niemal każdego dnia. Zachwyciły mnie i zainspirowały wezwania z Litanii do św. Józefa: opiekun, najsprawiedliwszy, najczystszy, najroztropniejszy, najmężniejszy, wzór pracujących, podpora rodzin… Święty Józef jest dla mnie takim mężczyzną, jakim przedstawia go litania. Cechy mężczyzny, ojca, męża są zawarte w tej niesamowitej modlitwie. Wiem, że warto prosić go o pomoc. Wierzę, że on mnie słyszy i wysłuchuje. Wiem, że dużo mi brakuje, aby być takim, jaki był za życia św. Józef, ale znając swoje braki, wiem, nad czym pracować, co korygować, na co zwrócić uwagę. Święty Józef mi o tym mówi, kiedy modlę się litanią do niego.

Być ojcem – co to dla Ciebie znaczy? Jak na różnych etapach swojego życia przeżywałeś ojcostwo? Czy pamiętasz dzień, w którym dowiedziałeś się, że Twoja córka się poczęła, a potem dzień jej urodzin?

Być ojcem to zaszczyt i przywilej. Oczywiście, też odpowiedzialność i wielkie szczęście jednocześnie. Samo poczęcie jest wielkim cudem. To niesamowita machina, której ostatecznym efektem są narodziny. Przyznam się, że dopiero kilka lat temu dotarło do mnie, że wraz z żoną współuczestniczyliśmy w stwarzaniu nowego życia, że byliśmy Bogu potrzebni do tego, aby urodziła się nasza córka, nowy człowiek. Kiedy naprawdę uzmysławiasz sobie, że jesteś tym, dzięki któremu rodzi się nowy człowiek, z całą pewnością uznajesz poczęcie i narodziny swojego dziecka za cud. I naprawdę nie nadużywam słowa „cud”. Przed poczęciem Agaty z żoną przygotowywaliśmy się do tego. Zrobiliśmy wszystko, aby dać naszemu dziecku szansę się począć, właściwie rozwijać i urodzić. Doskonale pamiętam dzień, w którym się poczęła córka. Pamiętam też dzień, w którym się urodziła, pierwszy raz poruszyła w brzuchu mamy, w którym zaczęła chodzić… Ojcostwo przeżywałem na każdym etapie życia. Tak, jak umiałem. Dziś wiem, że wiele rzeczy zrobiłbym inaczej, innych rzeczy nie zrobiłbym w ogóle. Widzę swoje błędy. Doświadczam też ogromnej dumy, że mam córkę właśnie taką, jaka jest. Dziś jest prawie pełnoletnia. I wiesz, co? Nie wyobrażam sobie, aby była inna. Mówiąc żartobliwie – to niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju egzemplarz. Jesteś katechetą, uczysz o tym, kim jest Bóg Ojciec. Czy realizując się jako tata, myślisz czasem, że Twoje dziecko Boga postrzega trochę przez Twój pryzmat? Tak, myślę czasem o tym, o swoich błędach, potknięciach. Ufam jednak, że Bóg pozostanie dla Agaty najdoskonalszym, miłosiernym, kochającym Ojcem, a ja będę w jej oczach i sercu tym, który każdego dnia wciąż nieustannie szuka drogi, by się doskonalić. Zwłaszcza jako tata.

To ważny dla Was rok?

Bardzo. Rok św. Józefa zbiegł się z kilkoma wydarzeniami: z naszą 20. rocznicą ślubu, Agaty osiemnastką, z podjęciem przeze mnie pracy w roli społecznego kuratora sądowego. Zdradzę ci pewien sekret: na 18. urodziny mojego dziecka napisałem swoisty poradnik życia duchowego. To katechizm, w którym jest jednocześnie nauka o wierze i Bogu, ale i głos mojej ojcowskiej troski o nią. Wszystko przeplatane jest moimi wspomnieniami od jej poczęcia, poprzez narodziny, dzieciństwo, poszczególne etapy życia. Nie powiem nic więcej, by nie zdradzić treści swojego dzieła.

Co czujesz, gdy patrzysz na swoją córkę?

Agata to chodząca radość. Mam okazję obserwować ją i w domu, i w szkole, bo uczy się w tej samej placówce, w której pracuję. Jest ogromną pomocą nie tylko dla swoich rówieśników z klasy, ale także dla nauczycieli. Zachwyca mnie swoją obowiązkowością szkolną. Ale nie tylko. Rzadkością są jej nieprzygotowanie, zaniedbania, nieobecności na lekcjach etc. Szczególnie było to widać podczas zdalnego nauczania. Ona robi wszystko na tyle, na ile ją stać. Jest zakochana w zwierzętach. Oddaje im serce. Chętnie pomaga mamie w kuchni. Jej radość jest moją radością. Jesteśmy pospolitą katolicką rodziną. Nasze wartości są wartościami Agaty. Imponuje mi to, że do nich nie trzeba jej zmuszać. Oczywiście, nie jest tak, że w codziennym życiu ze wszystkim się z nami zgadza. W wielu kwestiach ma swoje zdanie, ale szanuje ludzi. Powtórzę to jeszcze raz: jako tata jestem bardzo dumny ze swojej córki. To cud, który Pan Bóg nam ofiarował. Bardzo Mu za nią dziękuję.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama