Nowy numer 38/2021 Archiwum

By nie zmarnowały życia

O wzorze, inspiracjach i radości ojcostwa opowiada Szymon Drobik, mąż Magdy, tata Anieli, Klary, Marcela i Konstantego.

Magdalena Gorożankin: Jesteś tatą czwórki pociech. Kiedy poczułeś, że małżeństwo, ojcostwo to Twoje powołanie, droga, którą chcesz iść? Od razu było oczywiste, że chcesz, chcecie razem z Magdą mieć gromadkę dzieci, czy dojrzewaliście do tej decyzji?

Szymon Drobik: Od ponad 12 lat jestem ojcem, mimo że Anielka – najstarsza córka – ma 11 lat. Według mnie, błędne jest mówienie, że ktoś staje się ojcem w momencie urodzin potomka – ojcem jest się od poczęcia dziecka, a świadomym ojcem jest się od momentu, gdy zaczęło się dbać o żonę w ciąży. Powiem w ogromnym skrócie: jestem przekonany, że to Boża opatrzność posiłkowana sporą ilością prostej modlitwy do Boga i świętych, m.in. św. Józefa, doprowadziła mnie tu, gdzie jestem. Splot wydarzeń w moim życiu, bardzo ważne decyzje moje i moich przełożonych (bo kilka lat byłem w seminarium duchownym w Łowiczu) miały ogromny wpływ na moją drogę i doprowadziły mnie do poznania mojej od 12 lat wspaniałej i niepowtarzalnej żony Magdy. Wiedzieliśmy, że chcielibyśmy mieć dwoje, troje dzieci i prawie na rocznicę ślubu (ślub był 14 lutego) 15 lutego urodziła się pierwsza córka Anielka. Trzy lata później Klara, a następnie Marcel. Konstanty to nasza duża niespodzianka (śmiech), która bardzo pozmieniała nam plany, ale pół żartem, pół serio też można by powiedzieć, że Pan Bóg nas do niego przygotowywał, bo wcześniej kupiliśmy 7-osobowy samochód. W samochodzie jest jeszcze jedno miejsce wolne, ale Magda – ze względów zdrowotnych – nie może mieć już dzieci...

Ojcostwo to wyzwania, ale i radości, przyjemności. Co jest największym wyzwaniem, a co dla Ciebie jest najpiękniejsze w byciu ojcem? Jak siebie oceniasz jako tatę?

Wydaje mi się, że największym dla mnie jako ojca wyzwaniem jest, by tak dzieci wychować i pokierować nimi, żeby nie zmarnowały sobie życia. Córki dużo korzystają z takich serwisów, jak YouTube, TikTok, często grają w gry internetowe. Jest tam bardzo dużo ciekawych pomysłów, które wykorzystują w życiu, czasem nam pokazują różne doświadczenia, dowiadują się o świecie, o przyrodzie. Ale np. na TikToku dorośli ludzie nagrywają takie głupoty, że aż nie do pomyślenia, że można przygotować i wypuścić taki denny film do netu... Co gorsza, są na to mali odbiorcy, którzy to oglądają i – w mniejszym lub większym stopniu – obraz w nich zostaje. Dla mnie, rodzica, którego praca pochłania dużą część dnia, przy dużej konkurencji ze strony ogólnie pojętego internetu, wyzwaniem jest pokazanie im tradycyjnych wartości: odkrywania prawdy i logiki, dostrzegania potrzeb innych osób z ukierunkowaniem na dobro ogółu i – co najważniejsze – pokazanie im, że wiara w Boże objawienie w Jezusie, Jego nauka, świadectwa wiary i udokumentowane nadprzyrodzone zjawiska – cuda dadzą im największe szczęście i przyniosą radość życia. A jedną z najpiękniejszych chwil w byciu ojcem, oprócz tego, że gdy wracam z pracy, cała gromadka zbiega się w drzwiach, by przytulić się na powitanie, jest też to, że gdy zmęczone zasypiają wieczorem, mogę im zrobić krzyżyk na czołach... Trudno mi się odnieść do oceny samego siebie, ale chyba nie jest źle.

Przeżywamy Rok św. Józefa. Ziemski ojciec Jezusa jest Ci znany, bliski? Czymś zachwyca, inspiruje? Nie tylko w kwestii ojcostwa, ale i męża, męskości, odpowiedzialności...

Powiem uczciwie: życie pędzi tak szybko, a liczba spraw, wydarzeń i treści zajmuje głowę tak, że niezbyt często biegnę myślami akurat do św. Józefa. Bardziej skupiam się na obserwacji osób spotkanych w życiu twarzą w twarz, wychwytuję budujące historie w artykułach czy opowiadaniach.

Gdy myślisz o wzorze ojcostwa, kto przychodzi Ci na myśl?

Na pewno dużo zachowań przejąłem od mojego taty Jana. O ile potrafię sięgnąć pamięcią, dużo pracował, ale dzielił się z nami owocami swojej pracy. Był stanowczy, wymagający, ale nie przymuszał; bardziej dawał nam, dzieciom, możliwość wyboru czy np. mu pomóc, czy zająć się swoimi przyjemnościami... U mnie czasem następował bunt, ale generalnie wiedziałem, co mam robić. Kiedyś to, co robił tata, jakby mniej przykuwało moją uwagę, ale dziś dosyć dobrze obserwuję, jak bardzo jest mnie i moim braciom pomocny, i jaka to wartość mieć tatę, który przypomina, co i jak robić. Przykładem, ale innego typu ojcostwa był też dla mnie, jeszcze z czasów formacji seminaryjnej, ks. Stanisław Lech, który umiejętnie, dając dużo wolności, prowadził kilku kleryków, będąc „z” i „dla” nich/nas. Ale mam też kolegę Pawła z parafii, który inspiruje mnie w kwestii dawania czasu dzieciom przez zabawę, wyjazdy czy lekturę.

Co chciałbyś przekazać swoim dzieciom, by za parę lat z dumą powiedziały: „Tego nauczył nas tata i tak chcemy żyć”?

Chciałbym, aby wiedziały, że z ojcem zawsze można pogadać, by wiedziały, że dzięki wierze w Boga, dzięki pewnym zasadom i zachowaniom, które przekazał im ojciec – pół żartem, pół serio, parafrazując słowa jednego z wielkich autorów – są latoroślą rodu zwycięzców (chrześcijan) i nie wstyd poczuć trwogę, kiedy się myśli o ich [dzieci] wrodzonej i otrzymanej od Boga mocy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama