Nowy numer 37/2021 Archiwum

Kapłani łowiccy wspominają kard. Wyszyńskiego

Moment beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego dla wielu kapłanów jest dniem upragnionym i oczekiwanym. Wszyscy, którzy mieli okazję z nim rozmawiać, pracować, modlić się, przekonują, że zanim Kościół oficjalnie wpisze go w kanon błogosławionych, dla nich już był prymasem z aureolą.

Żywą pamięć o nowym błogosławionym zachowują w sercach kapłani, którzy z jego rąk przyjęli święcenia. W grupie tej jest bp Andrzej F. Dziuba. Co warte odnotowania, największa grupa duchowych, synów błogosławionego kardynała, mieszka dziś w Sochaczewie w Domu Kapłana Seniora.

Najstarszym księdzem wyświęconym przez kard. Wyszyńskiego jest ks. Marian Pawłowski. Dziś 89-letni duchowny święcenia kapłańskie przyjął 3 sierpnia 1958 roku. Mimo upływu lat kapłan doskonale pamięta ten dzień. - Wcześniej musiałem zdać wszystkie egzaminy, bo potem jechałem do szpitala, by "urodzić" kamień. Do święceń przygotowywałem się przez cierpienie - wspomina ks. Pawłowski. - Prymas był dla mnie kimś ważnym. Potem w pracy duszpasterskiej jeden raz się z nim spotkałem. Na prośbę kolegi kapłana pojechałem do Warszawy umówić go z prymasem. Wiedziałem, że przeżywał trudności, miał jakieś problemy. Wizytę umówiłem. Prymas zgodził się od razu. Wiem, że mu pomógł, bo później tamten ksiądz bardzo gorliwe pracował. Z jego parafii było kilka powołań - wspomina ks. Marian.

Najstarszym kapłanem wyświęconym przez kard. Wyszyńskiego w domu Kapłana Seniora jest ks. Marian Pawłowski.   Najstarszym kapłanem wyświęconym przez kard. Wyszyńskiego w domu Kapłana Seniora jest ks. Marian Pawłowski.
Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

Duchowym synem kardynała czuje się także ks. Stanisław Mocarski, dla którego prymas był prorokiem i twarzą katolicyzmu w Polsce. Kapłan w pamięci przechowuje wiele wspomnień i nauk kardynała. - Podczas spotkania opłatkowego w Tarchominie, gdy byłem jeszcze diakonem, życzyłem kardynałowi długich lat życia. A on mnie zaskoczył i zapytał: "A ile lat dałbyś mi jeszcze?". Zatkało mnie i nic nie odpowiedziałem. Spojrzał i powiedział: "Trzeba być realistą". Za półtora roku przyszła jego ciężka choroba. Zmarł 5 lat później - wspomina kapłan.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama