Nowy numer 42/2021 Archiwum

Synowie interreksa

– W pamięci przechowuję zdanie z jego testamentu, że wybacza z serca wszystkim, którzy zaszczycali go oszczerstwami. To był rys jego świętości – mówi ks. Stanisław Banach.

W dniu beatyfikacji w gronie dostojników, którzy przybyli do Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, nie brakowało kapłanów z diecezji łowickiej. Ksiądz Banach, proboszcz parafii św. Jakuba w Głownie, nie wyobrażał sobie, by tego dnia być w innym miejscu. Prymas był dla niego nie tylko wielkim dostojnikiem, hierarchą i pasterzem, który udzielał mu święceń, ale także mistrzem słowa.

– Spotykałem go wiele razy, będąc w seminarium – mówi ks. Stanisław. – Kardynał przychodził do nas na wigilię. Głosił też konferencje na początku roku akademickiego. Pamiętam jedną z nich. Snuł refleksje o jesieni, o spadających kasztanach, o życiu. Podziwiałem jego polszczyznę, piękno słowa. Robiłem notatki. Ta konferencja była gęsta od treści. Ciepłe i rodzinne były także spotkania wigilijne. Jednak największą wdzięczność noszę w sercu za to, że mnie wyświęcił w przewidzianym czasie. Tuż przed przyjęciem święceń miałem mały incydent z księdzem rektorem, który uznał, że wychodząc na pocztę po „Zeszyt w kratkę” ks. Jana Twardowskiego, złamałem regulamin i tym samym nie dopełniłem rekolekcji. Ksiądz prymas, widząc moje notatki, uznał, że wszystkiego dopełniłem.

Dzień święceń to – jak mówił Lechoń – „chwile potężne jak wieki”, zwłaszcza moment, gdy prymas kładł ręce na głowę. To było trzy lata przed jego śmiercią. Choroby nie było widać. Widać było pokorę niezwykłego hierarchy – opowiada ks. Banach. Głowieński proboszcz pamięta także spotkanie z prymasem, do którego doszło rok po święceniach. Hierarcha miał zwyczaj zapraszać kapłanów do Choszczówki. Częstował ich wtedy jajecznicą, prosto z patelni. Każdemu osobiście nakładał ją na talerz. – Był wielkim i pokornym ojcem. Doskonale pamiętam jego śmierć, nagłówki gazet, które obwieszczały, że umarł interreks. To był duchowy król Polski. Na beatyfikacje pojechałem, by mu powiedzieć „dziękuję” – wyznał ks. Banach. Wdzięczność w sercu nosi także ks. Andrzej Lisiak. Kapłan z rąk kardynała przyjął sakrament bierzmowania.

– Krótko i konkretnie załatwiał sprawy. Do dziś pamiętam fragmenty niektórych jego kazań. Najbardziej zapamiętałem zdanie, że „Polskę kocha bardziej niż własne serce”. Od lat czuję, że on, a także św. Jan Paweł II, który mnie wyświęcił na kapłana, oraz bp Jan Zaręba, który jako wikary mnie chrzcił, wspomagają mnie z nieba. Im zawdzięczam moje kapłaństwo – wyznaje ks. Lesiak. Wdzięczność czuje także ks. Konrad Krupa, święcony przez kardynała w 1972 roku. Kapłan pamięta spotkania z prymasem w seminarium i parafiach. Kardynała zapamiętał nie tylko jako wielkiego dostojnika, ojca, ale także człowieka pełnego humoru, otwartego na ludzi.

– W jednej z parafii, gdzie byłem wikariuszem, po uroczystościach prymas przyszedł na plebanię. My mu stawialiśmy pytania, a on odpowiadał. Kiedy zwrócił mi uwagę, że źle kroję sękacz, bez zastanowienia oddałem mu nóż, mówiąc, że nikt lepiej nie zna się na tym. Uśmiechnął się tak, że pokazały mu się dołeczki na policzkach i... pokornie zabrał się za krojenie. Wydaje mi się, że lubił, gdy się go traktowało z bliskością. Żarty mu pasowały, ale potrafił też jasno mówić, czego oczekuje, a nawet żąda. Czułem, że to człowiek święty – przekonuje ks. Krupa. Wśród mieszkańców Domu Kapłana Seniora w Sochaczewie jest ks. Franciszek Urbaniak, któremu prymas Wyszyński udzielił dwóch sakramentów – bierzmowania i święceń.

– Nasz kurs był bardzo związany z prymasem i przez niego z Jasną Górą. Uczestniczyliśmy tam w Mszy św., Drodze Krzyżowej. Po święceniach wszyscy przed cudownym obrazem odprawialiśmy Mszę prymicyjną. On nas natchnął tą miłością do Maryi – wspomina ks. Urbaniak. Kapłan pamięta wiele rad prymasa. – Kardynał przestrzegał nas, byśmy nigdy nie poniżali naszych przeciwników, byśmy ich nie wdeptywali w ziemię. Zawsze wspierał kapłanów, którzy mieli kłopoty i zawsze się za nich modlił – mówi. Podczas beatyfikacji ks. Fran- ciszek nie zasiadł przed telewizorem, ale w... konfesjonale. W tym momencie chciał robić to, do czego zobowiązał go kardynał w dniu święceń.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama