Nowy numer 20/2022 Archiwum

Trwały ślad w sercu

– W pierwszej chwili poczułam wstyd, że muszę prosić o pomoc. Wolontariusze uświadomili mi, że to może spotkać każdego. Ciepło i serdeczność, których doświadczyłam w tym roku, dały mi nadzieję na lata – mówi Maria.

Co roku tysiące wolontariuszy przez 3 dni, w czerwonych koszulkach z napisem „Lubię ludzi!” i czapkach z pomponem, przemierzają swoje miejscowości z darczyńcami, obdarowując rodziny, które znalazły się w trudnej sytuacji. Tegoroczny Weekend Cudów trwał od 10 do 12 grudnia. W piątek wieczorem szkoły, hale sportowe, sale parafialne, m.in. w Skierniewicach, Łowiczu, Sochaczewie, Jaktorowie, Rawie Mazowieckiej, Kutnie, Łęczycy – będące magazynami Szlachetnej Paczki – zapełniały się prezentami, które od listopada przygotowywali darczyńcy.

Mamo, to naprawdę dla mnie?

Poruszających historii najwięcej jest w listopadzie, podczas otwierania bazy rodzin. Dramatyczne bywają sytuacje, które powodują długotrwałe pogorszenia warunków życia. Państwo często nie jest w stanie zapewnić osobie potrzebującej pomocy. – Rodzina, której zdecydowaliśmy się pomóc, to mama i trójka dzieci. Tata zginął w wypadku samochodowym na początku czerwca. Rany są świeże, a kłopoty nawarstwiają się. Niedokończona budowa domu, problemy prawne z nim związane i rozwijająca się choroba u dziecka. To zdecydowanie za dużo na skromną, wątłej postury kobietę, która przed swoimi dziećmi musi być bohaterką codzienności – mówi Paulina.

Wraz z koleżankami w pracy zorganizowała paczkę – w niej narzędzia i materiały do wykończenia domu, bo razem ze znajomymi zaoferowali się pomóc realnie. – Bierzemy pędzle, ekipę i wpadamy do naszej – już – koleżanki, by pomóc jej w tym remoncie. Umówieni jesteśmy na styczeń, bo nie ma na co czekać – dodaje Paulina. W tym wypadku potrzebne były konkretne, specjalistyczne materiały, ale w większości tegoroczne paczki zawierały podstawowe produkty żywnościowe. – Mąka, cukier, makaron, ryż, olej – to przecież podstawa, a jej wciąż brakuje wielu rodzinom. Serce pęka, gdy czytamy, że to podstawa paczki, a na końcu dopisek „przytulanka dla dziecka” – mówi Karol. Kupili 2-metrowego misia i kilka mniejszych. Paczka dostarczona, a Agatka, która nieśmiało prosiła o przytulankę, podeszła do paczki, wybrała najmniejszą zabawkę i zapytała ze łzami w oczach: „Mamo, to naprawdę dla mnie?”. – Ja, facet lat 30, nogi miałem jak z waty, serce ściśnięte. Wtedy poczułem sens pomagania – dodaje Karol.

Niemiłe przebudzenie

Dzięki staraniom wolontariuszy i darczyńców na terenie diecezji łowickiej pomoc otrzymało blisko tysiąc rodzin. Paczka to nie tylko szansa dla rodzin, ale także dla wolontariuszy. – Mam dług wdzięczności wobec Paczki i moich darczyńców, bo sama kiedyś skorzystałam z ich pomocy. Stanęłam na nogi i teraz chcę pomagać jak mogę – mówi Kamila Maciejka. Przez weekend cudów wolontariusze nawiązują znajomości między sobą, ale i z rodzinami i darczyńcami, które z czasem przeradzają się w przyjaźnie, trwałe relacje. Czym dla wolontariuszy jest Paczka? – Niemiłym przebudzeniem. Gdy uświadamiamy sobie, że tylko przez świąteczny miesiąc budzi się w nas chęć pomocy, dostrzeżenia drugiego człowieka, realnej pomocy. Paczka, gdy się już w nią wejdzie, zmienia myślenie i zostawia trwały ślad w sercu – mówią. – Pomagajmy cały rok, nie tylko od święta – apelują i działają. Na przykład sochaczewscy wolontariusze tuż po finale wybrali się do szkół, by opowiadać o inicjatywie i zachęcać do udziału w przyszłorocznej edycji.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama