Nowy numer 39/2022 Archiwum

Potrzebowałyśmy ciszy

Idąc przez życie, wierni wzorują się na bliskich sobie osobach, kapłanach, siostrach zakonnych, uczonych Kościoła i świętych. To ich przykład przypomina, że każdy może znaleźć się w gronie błogosławionych, ale niczego nie osiąga się bez wysiłku, cierpienia, poświęcenia i modlitwy.

Dowodem na to są pielgrzymi, którzy podejmują trud drogi – liczącej czasem kilka, a czasem tysiące kilometrów. Chociażby do Santiago de Compostela.

Pielgrzymka inna niż wszystkie

W diecezji łowickiej nie brakuje śmiałków, którzy pokonują Drogę św. Jakuba. Jedni idą indywidualnie, inni z rodzinami, jeszcze inni we wspólnocie. Do tych ostatnich zalicza się Młodzieżowe Koło Caritas z Łęczycy. Trzy dziewczyny wraz z urszulanką s. Mirosławą i jej siostrą wyruszyły z Portugalii, by po 10 dniach dotrzeć do miejsca kultu św. Jakuba. – Trzy lata temu prywatnie poszłam do Santiago. Miałam takie pragnienie, by to powtórzyć, ale też pokazać innym, jak cenna jest to droga. Udało się. Nie dość, że w terminie, który pozwolił świętować centralne uroczystości, to jeszcze w Roku św. Jakuba – mówi s. Mirosława. Kobiety codziennie pokonywały ok. 20 km. Wędrując górskimi ścieżkami, korzystając z lokalnych dobrodziejstw, ale też z życzliwości dobrych ludzi, którzy oprowadzali je po miejscach na szlaku św. Jakuba.

– Można powiedzieć, że intensywnie wędrowałyśmy 6 dni. Nie brakowało zwiedzania, chociażby Portugalii, oni też czasu na rozmowę przy kawie i lokalnym ciastku. To drobne przyjemności na trasie duchowego wysiłku – dodaje s. Mirka. 24 lipca pątniczki dotarły do Santiago, które w tych dniach przepełnione jest modlitwą, radością i Duchem. – Hiszpanie czczą Jakuba jak my Matkę Bożą 15 sierpnia – żartuje zakonnica. – Niemniej to niezwykłe wrażenie, trudne do opisania. Przed rozpoczęciem camino trudne do opisania i zrozumienia było to, że w dwutygodniową podróż dziewczyny powinny zabrać jak najmniej rzeczy. – Zaskoczenia przychodziły każdego dnia. Wśród nich to, że można spakować się w plecak, mając trzy komplety bielizny, ubrań, coś od deszczu i słońca oraz niewielką poduszkę. Wszystko niosłyśmy ze sobą. Nie było bagażówki, zaplecza sanitarnego, śpiewów grupowych, okrzyków, tańca, które dziewczyny znały choćby z Łowickiej Pieszej Pielgrzymki Młodzieżowej na Jasną Górę. Ale z każdym kolejnym dniem wędrówki widziałam coraz wyraźniej, że dopadała je „caminoza” – potrzeba ciszy, niekiedy izolacji, skoncentrowania się na sobie, relacji z Bogiem. To bardzo rozjaśnia umysł, pozwala odpocząć duszy. Widziałam, że dziewczyny korzystały z samotności. Szły z różańcem, medytowały Pismo Święte. Wykorzystały bardzo mocno ten czas duchowo. Potrzebowałyśmy tej ciszy – dodaje s. Mirka.

Zmiana w głowie i sercu

Uczestniczki wędrówki przyznają, że camino zmienia życie, myślenie. Pokazuje, że „w minimum” można być i jest się szczęśliwszym. – Camino de Santiago było moim pielgrzymkowym marzeniem, odkąd pamiętam, i nie sądziłam, że tak szybko stanę na szlaku, podążając za żółtą strzałką. Doświadczyłam bardzo mocno, że Pan Bóg mówi do mnie wyraźnie przez swoje słowo, ale i przez ludzi. Pomimo barier językowych czy kulturowych okazywało się, że jesteśmy sobie bardzo bliscy. Tym, co mnie najbardziej zaskoczyło, była otwartość pielgrzymów i bardzo radosne przeżywanie tego czasu. Z jednej strony mogłam słuchać historii innych, doświadczonych pątników, dla których to kolejna droga, a z drugiej dzielić się zachwytem z tymi, którzy – tak jak ja – po raz pierwszy szli do grobu św. Jakuba. Każdy dzień był wyjątkowy, a zwyczajne „Buen camino!”, wypowiadane przez napotkanych ludzi, a nawet małe dzieci, dodawało siły na dalszą wędrówkę – wspomina Żaneta Kubiak. Pątniczka przyznaje, że w nieznanej, pełnej przygód i trudności drodze cały czas doświadczała Bożej opieki.

– Czasem wyrazy Jego troski były bardzo ciekawe, jak najlepszy makaron od pielgrzymów z Włoch, kiedy już naprawdę nie miałyśmy co jeść, innym razem nieoczekiwana Msza św. po polsku. Takie małe, a dla nas wtedy bardzo duże wydarzenia sprawiały, że wiedziałam, iż jestem w najlepszych rękach – opowiada. Z tej drogi dziewczyny wróciły odmienione. – Camino uczy wdzięczności, bo dostałam tam dużo więcej, niż oczekiwałam. Czasem warto przejść kawałek Hiszpanii, by usłyszeć to, co na co dzień jest tak trudne do zrozumienia, i docenić, jak wiele mam. Bez kalkulacji i martwienia się tym, na co nie mam wpływu, żyjąc każdym kolejnym krokiem i zachwycając się tym, co mam wokół siebie. Dopiero stając przed katedrą w Santiago de Compostela, uwierzyłam, że ta droga była prawdziwa, że naprawdę tu jestem. Mam nadzieję, że szybko tam wrócę – dodaje Żaneta. Szanse są, bo s. Mirosława nie ukrywa, że już myśli o zdobywania kolejnych szlaków św. Jakuba.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy