Nie ma piękniejszego czasu na spotkanie dobra niż Adwent. I choć św. Mikołaj z Miry od wieków patrzy na nas z ikon i witraży, to jego duch wciąż przechodzi między ludźmi. We wspomnienie św. Mikołaja wiele osób poszło w ślady świętego.
W dniu swoich imienin św. Mikołaj odwiedzał przedszkola, szkoły, szpitale. Wszędzie, gdzie się pojawiał, rozdawał słodycze i upominki. Spotkać go można było na rynkach, skwerach i ulicach miast, a także w świątyniach. Święty zachęcał do dobrego sprawowania, gorliwej nauki i - jak przystało na przybysza z nieba - także do pobożności. W wielu miejscach miał sztab pomocników. Często jego prawą ręką byli włodarze miast i gmin, przedstawiciele stowarzyszeń, młodzi wolontariusze, kapłani i biskup. W parafiach, które zaprosiły Mikołaja, wydarzały się rzeczy piękne i wzruszające: Msze świąteczne z roratami, spotkania ze świętym, modlitwy, a potem rozdawanie drobnych darów. W parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Rawie Mazowieckiej świętemu pomagał bp Wojciech Osial, który przybył na Mszę św. roratną. Uczestniczącym w porannych Mszach dzieciom biskup wręczył paczki.
W rawskiej parafii pomocnikiem św. Mikołaja był bp Wojciech Osial.
Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość
Po raz kolejny św. Mikołaj zawitał także do uczestniczących w roratach w parafii św. Wawrzyńca w Kutnie. O tym, że dzieci zasłużyły na prezenty, z przekonaniem zapewniali duszpasterze. Kapłani podczas rorat podkreślali, że św. Mikołaj przychodzi nie po to, byśmy kochali prezenty, ale byśmy kochali ludzi. Nie brakowało osób, które słowa te wzięły sobie do serca. W imieniny świętego wiele osób choć na chwilę chciało upodobnić się do solenizanta. W czerwonych czapkach, a czasem w pełnych strojach mikołajowych podejmowali próbę naśladowania świętego biskupa.
Zadania tego podjął się m.in. pan Mirek, samotny emeryt z Kutna, który w tym roku postanowił zrobić coś, o czym nikt z sąsiadów nie pomyślał. Znał historię rodziny z drugiego piętra - młodych rodziców z czwórką dzieci i chorobą, której nie wpisuje się w kalendarz. Dom, w którym choć miłość wielka, to pieniędzy mało. W wigilię wspomnienia św. Mikołaja przebrał się za świętego. Zapakował kilka skromnych prezentów, słodyczy i produktów spożywczych i zapukał do drzwi sąsiadów. Dzieci piszczały z radości. Dorośli szybko poznali znajomą twarz. Ale nie wydali go. Gdy odchodził, rzucili tylko: - Nie zapomnimy tego. Pan Mirek uśmiechnął się i cicho odpowiedział: - Ja się tam do świętych nie wliczam. Ale pomyślałem, że skoro biskup z Miry robił, co mógł, to ja też zrobię to, co mogę.
Tego wieczoru w mieszkaniu na drugim piętrze nie tylko rozpakowano prezenty. Rozpakowano coś znacznie cenniejszego - świadomość, że nie jest się samemu.
W Mikołaja wcielił się także Maksymilian, student medycyny pochodzący ze Skierniewic. Jak sam mówi, postanowił zrobić coś, co płynęło z dawnego długu wdzięczności. - Kiedy byłem dzieckiem, ktoś w trudnym czasie podarował mojej rodzinie paczkę na święta. Nie do końca wiedzieliśmy, od kogo ona pochodziła. To były najpiękniejsze święta w moim życiu. Więc teraz, wraz z kilkoma kolegami z roku, postanowiłem przygotować paczki dla samotnych seniorów. Rozdając je, czułem wielką radość i wzruszenie - wyznał Maks.
W wielu miejscach podczas zabawy, rozświetlania świątecznych iluminacji, koncertów nie zapomniano o potrzebujących i chorych. Zorganizowane akcje charytatywne okazywały się strzałem w dziesiątkę. Puszki wolontariuszy szybko zapełniały się datkami.Święty biskup nawiedzał także szpitale, szkoły, przedszkola. Tam także nie zabrakło prezentów i dobrej zabawy. Przed wyczekiwanym gościem maluchy chętnie recytowały wiersze, śpiewały piosenki.
Mikołaja można było spotkać na rynkach i placach wielu miast.
UM Żyrardów