Do zdarzenia doszło w piątkowy poranek, 26 grudnia w miejscowości Bocheń, na drodze wojewódzkiej nr 703 pomiędzy Piątkiem a Łowiczem. Zderzyły się tam dwa samochody osobowe. W wyniku wypadku sportowiec został ciężko ranny i w stanie bezpośredniego zagrożenia życia trafił do jednego z łódzkich szpitali. Przez kolejne dni lekarze prowadzili intensywną walkę o jego życie. Niestety, mimo zaangażowania medyków i wsparcia ze strony rodziny oraz przyjaciół, obrażenia okazały się zbyt rozległe.
Informację o śmierci Roberta Wolskiego przekazała jego siostra, publikując krótki, pełen bólu komunikat. W mediach społecznościowych pojawiły się liczne słowa wsparcia i modlitwy, a także wspomnienia osób, które znały sportowca nie tylko z bieżni i stadionów, lecz także z codziennego życia. Wcześniej wiele osób odpowiedziało na apel o oddawanie krwi, który poruszył nie tylko środowisko lekkoatletyczne, ale również mieszkańców regionu.
Robert Wolski zapisał się w historii polskiego sportu jako jeden z czołowych skoczków wzwyż swojego pokolenia. Reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich w Atenach w 2004 roku, a dwa lata później sięgnął po tytuł halowego mistrza kraju. Jego rekord życiowy –
Jednak po zakończeniu kariery wyczynowej nie zniknął ze świata sportu. Pozostał blisko młodych zawodników, angażując się w działalność klubową i szkoleniową. Występował jeszcze w zawodach krajowych, reprezentując barwy UKS Błyskawica, ale przede wszystkim dzielił się doświadczeniem i motywował młodszych do uczciwej rywalizacji oraz wytrwałej pracy. Dla wielu był nie tylko mistrzem, ale także wychowawcą.
Związany z ziemią łowicką, tam budował swoje życie rodzinne. Był ojcem, sąsiadem, człowiekiem obecnym w lokalnej wspólnocie. Znajomi podkreślają jego życzliwość, skromność i wewnętrzną dyscyplinę – cechy, które kształtowały się przez lata sportowej drogi, a później owocowały w codziennym życiu.
Śmierć Roberta Wolskiego skłania do refleksji nad kruchością ludzkiego losu. Człowiek, który całe życie uczył się przekraczać poprzeczkę zawieszoną wysoko, sam stanął wobec granicy, której nie da się już pokonać siłą mięśni ani determinacją. Pozostaje pamięć, wdzięczność i modlitwa – o pokój jego duszy oraz o ukojenie dla tych, którzy dziś mierzą się z bólem po stracie bliskiego.








