Nie szli w pośpiechu. Nie musieli. Ulice Sochaczewa tego styczniowego dnia zwolniły krok, jakby same chciały dostosować się do rytmu kolędy. Tradycyjny Orszak Trzech Króli znów wypełnił miasto – kolorami, śpiewem i ludźmi, którzy wyszli z domów, by wspólnie przeżyć tajemnicę Objawienia Pańskiego.
Świętowanie rozpoczęło się Eucharystią w kościele św. Wawrzyńca. Liturgia, sprawowana o godz. 11.00, miała wyjątkową oprawę muzyczną – chór i orkiestra Państwowej Szkoły Muzycznej w Sochaczewie nadały jej podniosły, a jednocześnie radosny charakter. To stąd, sprzed świątyni, wyruszył orszak – nie jako barwny pochód folklorystyczny, ale jako wspólna droga wiary.
Na czele szli Trzej Królowie. Mędrcy, jak nazywa ich Ewangelia – ludzie doświadczenia, wiedzy i rozumu. – To byli tacy, którzy mieli już wiele, a jednak wyruszyli szukać czegoś więcej – przypominał ks. Jakub Kita. – Kierowali się rozumem, ale odkryli, że on nie wystarcza. Poszli odnaleźć Tego, który do rozumu dokłada serce. I znaleźli je w Bogu, który przyszedł jako bezbronne dziecko. Miłości nie da się wytłumaczyć do końca rozumem.
To właśnie ta droga – od wiedzy do wiary, od kalkulacji do zachwytu – jest sensem orszaków, które od lat wychodzą na ulice polskich miast. Są publicznym wyznaniem wiary, ale też zaproszeniem: do wspólnoty, do zatrzymania się, do spojrzenia dalej niż codzienność.
Trasa sochaczewskiego orszaku wiodła ulicami Warszawską, 1 Maja, Reymonta, Traugutta i Farną, by zakończyć się ponownie przed kościołem. W pochodzie szły całe rodziny – dzieci w koronach, dorośli z chorągiewkami, seniorzy nucący kolędy znane od lat. Był śpiew, był śmiech, były rozmowy. Miasto na chwilę stało się wspólnym domem.
Po powrocie przed świątynię Mędrcy oddali pokłon Świętej Rodzinie. Rozstrzygnięto konkurs na najciekawszy strój orszakowy, a w kościele odbył się koncert kapeli Roy. Muzyka przedłużyła radość świętowania, a wspólnota – zamiast się rozchodzić – jeszcze bardziej się zacieśniła.
Na zakończenie na uczestników czekała gorąca wojskowa grochówka i herbata serwowane przed Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Przy kubku ciepłego napoju łatwiej było zatrzymać się na rozmowę, podzielić wrażeniami, pobyć razem. Najmłodsi natomiast mogli spotkać się z alpakami, lamą i osiołkiem na Placu Kościuszki – bo Orszak Trzech Króli to także święto dziecięcej radości.
W Sochaczewie, jak w wielu miejscach w Polsce, Trzej Królowie znów przypomnieli, że wiara zaczyna się od drogi. Od wyjścia z domu. Od odwagi, by szukać czegoś więcej.