Maków w uroczystość Objawienia Pańskiego po raz pierwszy w swojej historii stał się przestrzenią barwnego i głęboko duchowego Orszaku Trzech Króli. Było to wydarzenie, które połączyło liturgię, katechezę, świadectwo wiary i radość wspólnego bycia razem. Ulice miejscowości zamieniły się w drogę prowadzącą do Betlejem - drogę nadziei, którą przeszli całymi rodzinami mieszkańcy parafii i gminy.
Świętowanie rozpoczęło się Eucharystią, sprawowaną w uroczystej oprawie. Już na jej początku wybrzmiało, że orszak nie jest jedynie widowiskiem, lecz modlitwą w drodze. Ks. Patryk Cieślak, wikariusz parafii i główny inicjator wydarzenia, podkreślał, że tegoroczny orszak wpisuje się w szczególny moment w życiu Kościoła - dzień zamknięcia roku jubileuszowego, przeżywanego pod hasłem "Pielgrzymi nadziei". - Takimi pielgrzymami byli także Mędrcy ze Wschodu. Wyruszyli w drogę, nie wiedząc wszystkiego, ale ufając światłu, które ich prowadziło - przypominał.
Po Mszy św. wierni wyruszyli w orszaku ulicami Kasztanową, Główną i Akacjową, kierując się ku hali sportowej. Na czele pochodu niesiona była gwiazda, za którą podążali Trzej Królowie, osoby w strojach ludowych, Święta Rodzina, św. Mikołaj, Orkiestra Dęta OSP w Makowie oraz licznie zgromadzeni mieszkańcy - dzieci, młodzież, dorośli i seniorzy. Śpiew kolęd i kolejne stacje z rozważaniami sprawiały, że droga stawała się żywą katechezą.
Jednym z najbardziej poruszających momentów była scena przy dworze Heroda. Choć pełna przepychu i fanfar, ukazywała wewnętrzny lęk władcy, który - jak wybrzmiało w komentarzu - bał się utraty kontroli nad swoim życiem. - Herod nie poszedł do Betlejem, bo bał się, że Bóg coś mu odbierze. Tymczasem Bóg nie zabiera, ale porządkuje, uzdrawia i daje życie - słyszeli uczestnicy. Kontrast między pałacem Heroda a ubóstwem betlejemskiej stajenki stał się pytaniem skierowanym do każdego: czy wybieram pozory i lęk, czy prawdę i zaufanie?
Kolejne rozważania prowadziły jeszcze głębiej - ku duchowej walce między światłem a ciemnością. Przywołano postać św. Michała Archanioła i słowa z Apokalipsy o zwycięstwie Boga nad złem. - My także zwyciężamy nie sprytem, ale wiernością Bogu - wybrzmiało mocno, przypominając, że droga Mędrców jest drogą odwagi, dobra i trwania przy Chrystusie.
Rolę Króla Baltazara pełnił Jacek Smolarek, który po raz pierwszy uczestniczył w orszaku. - Na początku podchodziłem do tej propozycji z dystansem, ale dziś widzę, ile radości było w oczach ludzi. To piękne, publiczne przyznanie się do wiary. Nie wyobrażam już sobie Makowa bez Orszaku Trzech Króli - mówił poruszony.
Po dotarciu do hali sportowej nastąpiła dalsza część świętowania. W centrum znalazła się scena Betlejem.Tam Trzej Królowie oddali pokłon Nowonarodzonemu i złożyli dary - złoto, kadzidło i mirrę. Każdy gest był opatrzony krótkim komentarzem i poetycką refleksją, zachęcającą uczestników, by zapytać samych siebie o własny dar składany Jezusowi, w którego rolę wcielił się malutki Jaś. Jego rodzice - Edyta i Hubert - zgodzili się być Maryją i Józefem. Komentując złożenie darów, ks. Patryk podkreślił: - To nie tylko symbol sprzed dwóch tysięcy lat. To pytanie o nasze życie, nasze wybory i naszą obecność przy Bogu.
Był czas na słowo wójta gminy Jerzego Stankiewicza, który dziękował za spotkanie i życzył mieszkańcom zdrowia oraz pokoju. Rozstrzygnięto konkurs na najpiękniejszy strój orszakowy, a na dzieci czekały prezenty rozdawane przez św. Mikołaja, które przygotowała parafialna Grupa Miłosierdzia. - Chcemy, by każde dziecko czuło się zauważone i obdarowane - podkreślali organizatorzy.
Nie zabrakło także koncertu Orkiestry Dętej OSP w Makowie, która nadała wydarzeniu radosny i podniosły charakter. Ks. Cieślak dziękował wszystkim zaangażowanym w przygotowanie orszaku: księżom, władzom gminy, Makowskiemu Centrum Kultury, strażakom, wolontariuszom i parafianom. Przywołał także słowa papieża Leona XIV, który - poinformowany o idei orszaków - duchowo łączy się z ich uczestnikami i modli się, aby cnota nadziei umacniała rodziny, młodych i wszystkich niosących Ewangelię światu.