Środa Popielcowa. Popiół i odwaga słabości

Środa Popielcowa w katedrze w Łowiczu nie była tylko początkiem liturgicznego okresu. Stała się wezwaniem, by przestać udawać samowystarczalnych i odbudować relację z Bogiem - w ukryciu serca, gdzie rodzi się prawdziwa przemiana.

Tłum wiernych, cisza i popiół spadający na głowy. W Środę Popielcową w katedrze w Łowiczu rozpoczął się czas, który nie jest tylko "kolejnym fioletem" w kalendarzu, ale zaproszeniem do głębokiej przemiany serca.

Wieczornej Eucharystii w bazylice katedralnej w Łowicz przewodniczył bp Wojciech Osial. Przy ołtarzu stanęli także ks. Rafał Woronowski, sekretarz biskupa, oraz ks. Dariusz Kuźmiński, proboszcz parafii katedralnej. Świątynia wypełniła się wiernymi, którzy licznie przyszli, by rozpocząć Wielki Post znakiem popiołu.

W homilii biskup przypomniał, że Wielki Post to nie tylko nabożeństwa i praktyki, ale przede wszystkim pytanie o realną zmianę życia. Modlitwa, post i jałmużna, o których mówi Ewangelia, nie są celem samym w sobie. Mają prowadzić do odbudowania osobistej, głębokiej relacji z Bogiem Ojcem. Kluczowe jest "ukrycie", czyli serce człowieka, gdzie rozstrzyga się prawda o wierze.

Hierarcha zatrzymał się szczególnie nad grzechem pychy. Nie jako widocznej wyniosłości, lecz jako subtelnej pokusie samowystarczalności. Współczesny świat uczy, by być silnym, niezależnym i nie prosić o pomoc. Tymczasem taka postawa rodzi napięcie, samotność i lęk przed słabością. Prawdziwa wolność - jak podkreślił biskup - zaczyna się od zaufania i uznania, że życie jest darem, a nie projektem do samodzielnego udźwignięcia.

Na pierwszy tydzień Wielkiego Postu bp Osial zaproponował bardzo konkretną pracę duchową: zauważyć moment, w którym pojawia się myśl "muszę sobie poradzić sam" i spróbować zrobić coś inaczej - poprosić o pomoc Boga lub drugiego człowieka.

Po homilii znak popiołu jako pierwszy przyjął biskup, potem kapłani, a następnie wszyscy wierni.

Środa Popielcowa w Łowiczu
Gość Łowicki Nap

- Wielki Post jest dla mnie czasem refleksji nad relacją do Boga, do najbliższych i także do tych, których na co dzień nie lubię - mówi Dominik, szafarz nadzwyczajny w parafii katedralnej. - Moją podstawą są Różaniec, czasem brewiarz i oczywiście sakramenty. Staram się też być bliżej ludzi: rozmawiać, słuchać, być empatycznym. To dobry, ale niełatwy czas, bo trzeba spojrzeć na siebie bardziej krytycznie - dodaje.

Jak przyznaje, szczególnie poruszyły go słowa o pokorze. - Jako mężczyźnie nie jest mi łatwo prosić o pomoc. Chcielibyśmy wszystko robić sami. To dla mnie konkretne wyzwanie. Mam też postanowienie, by wrócić do lektury duchowej. Choćby pięć minut dziennie, ale wiernie - planuje.

Słowa o pokorze dotknęły także panią Annę, mamę trójki dzieci z Łowicza. - Zawsze byłam tą ogarniętą, która wszystko dopnie. W pracy, w domu. A w środku byłam coraz bardziej zmęczona. Kiedy biskup mówił, że pycha to przymus radzenia sobie samemu, poczułam, że to o mnie. W tym Wielkim Poście chcę nauczyć się jednej rzeczy: prosić o pomoc i częściej mówić Bogu, że Go potrzebuję. Może właśnie wtedy będę naprawdę silna - mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..