Przez trzy dni miejska hala OSiR w Skierniewicach zamieniła się w miejsce modlitwy, uwielbienia i bardzo osobistych spotkań z Bogiem. Kolejna edycja wielkopostnych rekolekcji dla młodzieży pokazała, że Ewangelia potrafi wybrzmieć także w rytmie reggae i rocka, a życie z Bogiem naprawdę rośnie, gdy przestaje się je przeżywać "na pół gwizdka".
To już piąta odsłona wielkopostnych rekolekcji dla uczniów pięciu szkół średnich z terenu parafii św. Jakuba Apostoła, Niepokalanego Serca NMP oraz parafii św. Józefa Oblubieńca NMP na Rawce w Skierniewicach. Podobnie jak w latach ubiegłych, młodzi nie spotkali się w kościele, lecz w miejskiej hali OSiR. I właśnie ta przestrzeń - codzienna, "ich" - stała się miejscem modlitwy, skupienia i decyzji.
Rekolekcje pod hasłem "Życie, które naprawdę rośnie" poprowadził ks. Paweł Gołofit, dyrektor Pomorskiego Centrum Ewangelizacji, wraz z zespołem Good God. Przez dwa pierwsze dni hala rozbrzmiewała mocnymi brzmieniami reggae i rocka. Trzeciego dnia śpiew poprowadził zespół Głos Pana.
- Chcieliśmy pokazać młodzieży, że to, co oferuje Pan Bóg, nie jest złudzeniem czy pustą obietnicą, ale konkretem życia - mówi ks. Paweł. - Na ten konkret trzeba się zdecydować. Jeśli wybieramy wiarę "na pół gwizdka", nic z tego nie będzie. Mówiliśmy o łasce uświęcającej, o głębokiej modlitwie, o krokach wiary, o przyjaźni z Jezusem. To są rzeczy, które mogą dać piękne życie, także w młodości - zapewnia.
Dla rekolekcjonisty ważne było także pokazanie żywego Kościoła. - Wielu młodych podchodziło, dziękowało, wracali codziennie. Widziałem skupienie na Eucharystii, na Drodze Krzyżowej. Słowo w nich pracowało. A niektórzy mówili wprost: w kościele nie otworzyliby się tak łatwo. To znak, że trzeba szukać miejsc, w których oni są. Jezus też nie głosił tylko w synagodze - podkreśla.
Eliza Kucharska, uczennica II LO im. Bolesława Prusa, nie kryje entuzjazmu. - Byłam zachwycona! Piękna muzyka, bardzo ciekawe konferencje. Szczególnie zapadło mi w pamięć, gdy ksiądz mówił o egzorcyzmach. Pokazał, że to nie jest coś strasznego, ale że jest w tym także dobro. Zobaczyłam pewne praktyki w Kościele inaczej - przyznaje.
Dla Elizy ważne były także osobiste świadectwo rekolekcjonisty oraz możliwość zaangażowania się w liturgię. Śpiewała psalm podczas Eucharystii. - Zawsze się stresuję, bo psalmy wcale nie są takie łatwe. Tyle melodii, można się pomylić. Ale wszystko się udało - uśmiecha się. Podkreśla, że wiarę wspierają w niej rodzice, katecheci i wspólnota. - I takie rekolekcje, jak te - dodaje.
Renata Stępniak, katechetka z "Prusa", słuchała tych samych treści, ale - jak mówi - usłyszała coś bardzo osobistego. - Najmocniej wybrzmiało we mnie, że w wierze nie chodzi o zasługiwanie, ale o otwieranie się na łaskę i przyjmowanie tego, co Bóg daje - zaznacza.
Od 27 lat uczy religii. - To zawód, w którym coraz mniej jest zewnętrznych motywatorów. Siłę dają mi Pan Bóg i przekonanie, że nawet dla jednej osoby warto. Już dawno przestałam liczyć na to, że zobaczę owoce swojej pracy. To szersza perspektywa. - Bardzo bym chciała, żeby młodzi w naszym mieście doświadczyli Ducha Świętego teraz, nie za kilka lat. Ale wiem też, że mają prawo do swoich wyborów. Uczniowie nie są moimi dziećmi. Są Jego - mówi spokojnie. Nie ukrywa trudności: wielu młodych deklaruje wiarę, ale nie przychodzi, bo "szkoda czasu" albo nie pasują dojazdy. - To boli. Ale wierzę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych - zapewnia.
Kacper Bogusz, uczeń II klasy LO im. B. Prusa, na rekolekcjach jest po raz drugi. - Forma w hali zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Jest więcej śpiewu, a ja bardzo lubię śpiewać - zdradza.
Najmocniej poruszyła go konferencja o sakramencie pokuty. - Zacząłem analizować swoje spowiedzi z ostatnich lat. Podczas rekolekcji poszedłem do spowiedzi i mam wrażenie, że zrobiłem więcej niż przez kilka ostatnich lat. Mocno doświadczyłem Bożej obecności. Nie wyobrażam sobie życia bez Pana Boga. W tym momencie nie miałoby sensu. Śpiew jest dla mnie najlepszą formą modlitwy. W pieśniach pojawiają się treści, których sam bym nie wypowiedział - opowiada. Podczas Eucharystii służył przy ołtarzu.
Kasia, również z II klasy, zwraca uwagę na język rekolekcji. - Treści docierają do mnie inaczej niż w kościele. Muzyka, emocje, świadectwa - to jest język młodych - wyjaśnia. Ma świadomość, że każdy przychodzi z inną motywacją. - Ci, którzy nie chcą, wychodzą. I to jest w porządku. Ale jeśli ktoś chce spotkać Pana Boga, to Go naprawdę spotka - zapewnia. Ona sama doświadczyła tego już rok temu. - Teraz też jest pięknie. Jestem po spowiedzi i czuję się lekko. Gdy mam Boga blisko, łatwiej podejmować decyzje. Czasem jest taki natłok spraw, że muszę się zatrzymać i zapytać, o co tu chodzi - opowiada. Czytała rozważania podczas Drogi Krzyżowej. - Rano zabrakło mi głosu, więc modliłam się, żeby Pan Bóg mi go dał. I dał! - cieszy się.
Elżbieta Woźniak, nauczycielka religii z 30-letnim stażem, mówi o "szkole cierpliwości i wierności". - Czuję się na swoim miejscu. Ta forma rekolekcji jest trafiona. Młodzi czują się tu dobrze. Kiedyś byłam zdziwiona, że w sali gimnastycznej ustawiają się takie kolejki do spowiedzi. A jednak! - mówi.
Zauważa, że młodzież lepiej pamięta rekolekcje "z hali" niż te prowadzone wyłącznie w kościele. - Uczymy się szukać Boga w codzienności. Modlić się tu i teraz. Spotkałam ludzi, którzy pamiętają rekolekcje sprzed 10,
Nie zapomina o organizatorze. - Cieszę się, że mamy ks. Rafała Babickiego, który odpowiada za organizację. On i jego przyjaciele wkładają w to dzieło wiele pracy i serca, często po cichu - zauważa.
Tegoroczny czas był dla niej także lekcją modlitwy uwielbienia. - Młodzi są zaskoczeni świadectwami, tym, że Bóg działa, i że cuda dzieją się także dziś. Ta forma jest ich językiem. Pierwszego dnia usłyszałam od jednego chłopaka: "Gdyby tak śpiewali, to codziennie chodziłbym do kościoła" - opowiada.
Hala OSiR powoli pustoszeje. Znikają instrumenty, zwijane są kable. Ale coś zostaje. Może decyzja, by nie żyć "na pół gwizdka". Może spowiedź po latach bylejakości. Może ciche pragnienie, by - jak mówi hasło rekolekcji - pozwolić życiu naprawdę rosnąć.