Gdy w kościele rozbrzmiewa wielogłos, trudno uwierzyć, że większość śpiewających nie ma muzycznego wykształcenia. A jednak właśnie z takich osób składa się międzyborowski chór. Są w nim dzieci, młodzież, dorośli i seniorzy. Łączy ich nie tylko muzyka, ale przede wszystkim wiara.
Podczas jubileuszowego koncertu wybrzmiały pieśni uwielbienia, utwory maryjne i hymny. Nie zabrakło wspomnień, dyplomów, podziękowań i okolicznościowego tortu. Jednak najważniejsi byli ludzie – ci, którzy przez dziesięć lat tworzyli historię zespołu.
Dziś chórem dyryguje Marzena Joanna Stokowska. Gdy mówi o swojej posłudze, trudno oddzielić muzykę od modlitwy. – Muzyką i śpiewem modlę się, ale ta muzyka cały czas gra w mojej głowie. Szczególnie lubię muzykę kościelną, bo ona ma wiele funkcji. Spotykam fantastycznych ludzi, prowadzę chór, a jednocześnie jest to modlitwa – mówi. Nie ukrywa, że największym powodem do dumy nie są wykonane utwory, lecz sami chórzyści. – To naprawdę grono fantastycznych ludzi. Wszyscy są oddani i zaangażowani. Myślę, że to ręka Boża nad tą modlitwą śpiewem. Staram się, żeby każdy czuł się ważny. Każdy głos jest dla mnie na wagę złota. Śpiewamy razem, bo jesteśmy jednością – podkreśla.
Ta jedność nie powstała sama. Jest efektem regularnych prób, wspólnie spędzanego czasu i relacji budowanych przez lata.– Wyśpiewaliśmy sobie atmosferę. Bardzo lubimy być razem. Uśmiechamy się do siebie. Spotykamy się nie tylko na próbach. Te relacje są naprawdę dobre – dodaje dyrygentka.
Historia chóru zaczęła się od marzenia i odwagi kilku osób. Pierwszą dyrygentką była nasza redakcyjna koleżanka Magdalena Gorożankin. To ona wraz z ówczesnym wikariuszem ks. Tomaszem Stępniakiem stworzyła parafialny zespół. Równocześnie powstały także schole dziecięca i młodzieżowa. – Od zawsze wiedziałam, że Międzyborów to miejsce wyjątkowe, w którym żyją ludzie utalentowani i bardzo życzliwi. Próby były dla mnie jak spotkania z przyjaciółmi. Przez śpiew uczyliśmy się angażować w Kościół i odkrywaliśmy, że od świeckich naprawdę wiele zależy – wspomina.
Za symboliczny początek działalności chórzyści uznają Triduum Paschalne 2016 roku.– Wtedy po raz pierwszy przygotowaliśmy oprawę liturgii. Potem każdy Wielki Tydzień był dla nas wyjątkowym przeżyciem. Śpiew pomagał nam poznawać liturgię i głębiej ją przeżywać – mówi Magdalena.
Dla wielu członków chóru wspólnota stała się czymś znacznie większym niż muzyczne hobby. Jolanta Grygiel jest w zespole od początku. Wspomina pierwsze kolędy śpiewane na głosy i nieśmiałe początki, gdy chór liczył zaledwie kilka osób. – W rozwoju duchowym chór zajmuje ważne miejsce. To dla mnie mocne przeżycie, że mogę być częścią tej rodziny. Bardzo chętnie przychodzę na próby, a później zaczęły przychodzić także moje dzieci. To nas scala jako rodzinę. Mamy o czym rozmawiać przy stole, czym się dzielić. To, co śpiewamy, pomaga mi w wierze – mówi. Przyznaje, że kiedy przez pewien czas musiała zrezygnować ze śpiewania ze względu na małe dzieci, odczuwała pustkę.– Czegoś mi brakowało. Dziś wiem, że mogę zrobić coś na chwałę Boga i dać od siebie kawałek serca. To pomaga czuć się częścią parafii – dodaje.
Jeszcze bardziej osobiste świadectwo składa Sebastian Adamczyk, który dołączył do chóru jako piętnastolatek.– Jestem tu od samego początku. Kiedy Magda zapytała, czy chcę śpiewać, od razu odpowiedziałem: tak. To Boże miejsce. Są tu ludzie, którzy śpiewają na chwałę Pana i są z tego szczęśliwi – mówi. Przyznaje, że właśnie przez śpiew najłatwiej odnajduje bliskość Boga. – Mam ogromny problem z modlitwą. Czasami czuję się, jakbym był oddzielony od Boga zasłoną. Ale podczas śpiewu czuję łączność. Czuję, że jestem przy Nim, a On przy mnie. To trochę jak przytulenie. Jak bliskość z Tatą – wyznaje ze wzruszeniem.I dodaje z uśmiechem: – Mam marzenie, żeby kiedyś papież chciał nas usłyszeć.
Podobnie o swojej posłudze mówi Lidia Nowak. – Chór jest dla mnie satysfakcją. To podwójna modlitwa i zupełnie inne przeżywanie liturgii. Daje mi siłę. Muzyka pomaga głębiej wejść w słowo Boże. Śpiewając, można głośno wołać do Boga – podkreśla. Jest jeszcze jeden wymiar tej wspólnoty.– Podczas prób spotykam się z moimi dziećmi, które też śpiewają w chórze. Są już w wieku, kiedy mają wiele własnych spraw. A tutaj wiemy, że będziemy razem – mówi.
Dumę z chóru ukryć trudno także proboszczowi parafii. – Ten chór pomaga. Śpiewa i pomaga. To grupa ludzi, na których zawsze można liczyć. Są zaangażowani. Choć w większości są amatorami, śpiewają jak żyleta. Mam zasadę, żeby im nie przeszkadzać. Jestem z nich bardzo dumny. Gdyby ktoś chciał mi ich zabrać, nie oddałbym – mówi ks. Krzysztof Krawczyk.
Jubileusz był okazją do wspomnień, ale chór nie zamierza oglądać się wyłącznie za siebie. Ośmioro jego członków powołało stowarzyszenie. Są nowe pomysły, projekty i marzenia. Chcą promować muzykę liturgiczną, wykonywać utwory religijne, patriotyczne, a przede wszystkim nadal świadczyć o Bogu przez śpiew.
Nieprzypadkowo patronem parafii jest Przemienienie Pańskie. Chórzyści często wracają do tego wezwania.– Każdy potrzebuje się przemieniać. To nie jest łatwe zadanie, ale właśnie ono daje nam siłę. Można się zmienić i pokazać innym Boga – mówi Marzena Stokowska.
Dziesięć lat temu zaczęli od kilku głosów. Dziś tworzą harmonijną całość. I chyba właśnie to jest ich najpiękniejszym osiągnięciem – nie liczba koncertów, nie repertuar, ale ludzie, którzy przez wspólny śpiew nauczyli się być razem.








