• facebook
  • rss
  • Nie po drodze z tą koleją

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 49/2012

    dodane 06.12.2012 00:00

    – Spółka przypomina właściciela sklepu, który w godzinach szczytu zamyka drzwi, a klientów odsyła do konkurencji – mówi poseł Maciej Małecki.

    Na stronie internetowej spółki PKP Intercity, do której należą Tanie Linie Kolejowe, można przeczytać, że sieć połączeń TLK została stworzona specjalnie dla pasażerów także z mniejszych miejscowości, korzystających z kolei jako wygodnego środka transportu do pracy. Oferta reklamowa zawiera również opinię, że podróżni cenią TLK za niskie ceny biletów, wyższy standard – w porównaniu z innymi przewoźnikami – oraz za odpowiednią częstotliwość kursowania, dogodne godziny odjazdów i przyjazdów do stacji docelowych. Niestety, działania spółki przeczą tym zapewnieniom.

    Miejscówka nie dla wszystkich

    PKP Intercity kasuje najbardziej popularne połączenia z Warszawy do Sochaczewa. Od 9 grudnia nie będzie już pociągów o 16.00 i 16.36 z Warszawy Centralnej. Trudniej będzie też dostać się z Sochaczewa do Warszawy, zwłaszcza w godzinach porannych. Ucierpią także pasażerowie dojeżdżający do stolicy z Łowicza. To kolejny cios dla podróżnych, bo 1 lipca zrezygnowano z uznawania biletów między TLK a Kolejami Mazowieckimi. Sochaczewianie mają już dość i podjęli zbiorowy protest przeciwko takim działaniom zarządu PKP Intercity. Łukasz Małodobry i Iwona Diduszko złożyli podpisy pod petycją w sprawie przywrócenia pociągów. Ułatwili im to poseł Maciej Małecki i burmistrz Sochaczewa Piotr Osiecki, którzy od wczesnych godzin porannych dyżurowali pod namiotem rozstawionym na dworcu. W ciągu kilku dni zebrali kilkaset podpisów sfrustrowanych podróżnych. – Te ciągłe zmiany na kolei powodują dyskomfort u podróżnych – mówi I. Diduszko, mieszkanka Sochaczewa, dojeżdżająca pociągami do Warszawy. – Najpierw kolej zrezygnowała z honorowania biletów między różnymi przewoźnikami, później przestały jeździć poranne pospieszne do stolicy, niedawno wprowadzono rezerwacje na miejsca siedzące, a teraz likwidują nam połączenia powrotne – żali się pani Iwona. – Do Warszawy z Sochaczewa jeżdżę Kolejami Mazowieckimi, bo tylko one jeżdżą w dogodnej dla mnie porze – mówi Ł. Małodobry. – Kiedyś tak nie było. Rano dojeżdżałem szybszym pociągiem TLK. Teraz, gdy podjeżdża skład KM, trzeba mieć szczęście, żeby stanąć naprzeciwko drzwi do wagonu. Jedynie wtedy jest szansa na miejsce siedzące. Gdy wracam pospiesznym TLK, nie jest wcale lepiej. Nawet jeśli usiądę, za chwilę może okazać się, że muszę ustąpić miejsca podróżnemu, który kupił sobie jednorazowy bilet z rezerwacją. Mnie z miesięcznym to nie przysługuje – tłumaczy pan Łukasz. – Rano wsiadający do pociągu KM na mniejszych stacjach nie mają szans, żeby usiąść. W ścisku podróżują rodzice z małymi dziećmi, które w pociągu jedzą śniadanie. Żal patrzeć na matki i ojców, którzy – stojąc – próbują nakarmić swoje pociechy. Teraz w ogromnym tłoku będziemy podróżować także w drodze powrotnej. Gdybym to ja podjęła decyzję o likwidacji pociągów, pewnie zapadłabym się pod ziemię – mówi I. Diduszko.

    Cenny czas

    Jednym z najbardziej obleganych pociągów powrotnych do Sochaczewa jest pospieszny TLK „Lubuszanin”, wyjeżdżający z Warszawy Centralnej o 16.00. – Kiedyś było w nim tak ciasno, że nawet „kanar” nie mógł się przecisnąć, by sprawdzić bilety – mówi sochaczewianin Marcin Stasiak. – Później wzięli się na sposób i doczepili kolejne wagony, więc podróż stała się znośna. Nie rozumiem, dlaczego tak popularny pociąg ma być zlikwidowany.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół