• facebook
  • rss
  • Rwa sobie poszła, ja dalej jeżdżę

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:00

    Rawscy cykliści. – Zanim zacząłem systematycznie jeździć na rowerze, przejechanie 30 km uważałem za wyczyn. Teraz, jeśli nie mogę pokonać dystansu 40–50 km, szkoda mi wyciągać rower – mówi Zbigniew Urbański z Rawy Mazowieckiej.

    Od końca listopada zeszłego roku w każdą niedzielę na ulicach Rawy Mazowieckiej można spotkać grupę cyklistów, którzy – bez względu na pogodę – udają się na 20–30-kilometrowe rajdy. Start każdego z nich ma miejsce na parkingu przy Spółdzielni Mieszkaniowej na ul. Jana III Sobieskiego o godz. 10. Stałe miejsce i godzina mają ułatwić mieszkańcom dołączenie do grupy. Na razie w zimowym pedałowaniu uczestniczy tylko kilku zapaleńców, którym niestraszne są żadne warunki pogodowe. Ale – jak zapewniają organizatorzy – chęć dołączenia do grupy zgłosiło już 20 osób, które zamierzają dosiąść swoich rowerów zaraz po tym, jak termometry za oknem wskażą temperaturę powyżej 10 st. C.

    Rower niczym lekarstwo

    Podczas ostatniej Zimowej Niedzieli Rowerowej (3 lutego) na rajd wybrało się 6 osób: Andrzej i Dariusz Gasińscy, Zbigniew Urbański, Adam Młynarczyk, Marcin Wrzesień i Włodzimierz Bartkiewicz, który do grupy dołączył po raz pierwszy. – Do tej pory rowerem zazwyczaj jeździłem sam. Zresztą częściej biegam niż jeżdżę – wyjaśnia pan Włodzimierz. – Teraz, z racji kontuzji, przerzuciłem się na rower. Nie wyobrażam bowiem sobie życia bez ruchu. I mimo 70 lat jakoś udaje mi się nie odstawać od grupy. Myślę, że moja kondycja to efekt wieloletnich treningów. Przez lata, poza pracą zawodową, miałem w życiu trochę przyjemności: grałem w tenisa, biegałem i jeździłem na nartach. Lepiej lub gorzej znam wszystkich chłopaków, z którymi się dziś wybrałem. Często, gdy biegałem, wyprzedzali mnie swoimi rowerami – mówi W. Bartkiewicz, którego marzeniem jest rowerowy wyjazd do Norwegii. Po wstępnych rozmowach niewykluczone, że uda mu się go zrealizować w przyszłym roku, z grupą rawskich cyklistów. Od kłopotów zdrowotnych swoją przygodę z rowerem zaczął dwa lata temu także Zbigniew Urbański, którego pierwszą miłością była i jest siatkówka. – Do jazdy na rowerze przekonała mnie... rwa kulszowa, która odpuszczała mi jedynie wtedy, gdy wsiadałem na rower. To była jedyna pozycja, w której mnie nie bolało. Potem ona sobie poszła, a ja jeżdżę nadal. Ponieważ w Urzędzie Miasta w Rawie Mazowieckiej jestem inspektorem ds. sportu, postanowiłem na rajdy zapraszać wszystkich mieszkańców. Wystarczy przejechać się trzy, pięć razy, by poczuć, jak świetna to sprawa – poprawia kondycję i daje okazję do obcowania z przyrodą. Lepsza może być chyba tylko jazda konna – przekonuje Z. Urbański.

    Różne imiona zwycięstw

    Wyruszając na niedzielne rajdy, cykliści nigdy nie zapominają o kasku i elementach odblaskowych. Jak zgodnie zapewniają, upadek może zdarzyć się każdemu w najmniej oczekiwanym momencie. – Gdyby nie kask, części z nas może by tu już nie było – mówi Andrzej Gasiński. – Głowa jest jedna i bez niej nie da się jeździć. Połamane ręce można jakoś poskładać. Trzeba o tym pamiętać, nie tylko podczas jazdy po lesie czy polnych drogach, ale także na ulicy, gdzie coraz częściej można spotkać kierowców, którzy nie powinni mieć prawa jazdy. Nieraz z braku ich wyobraźni musieliśmy z rowerem uciekać do rowu – wspomina A. Gasiński, który – poza rajdami – ma na swoim koncie także udział w wielu maratonach. To ze względu na nie każdą wolną chwilę, niezależnie od pory roku, spędza na rowerze. – Przed startem trzeba dać z siebie naprawdę dużo. Najważniejsze nie jest jednak zajęcie wysokiej lokaty, ale zwycięstwo nad własną słabością. Nie zawsze trzeba być pierwszym, ale zawsze trzeba starać się wygrywać z poczuciem „nie mogę”, „nie chce mi się”, „nie dam rady”. O tym też mówimy osobom, które biorą udział w rajdach. Żeby mieć formę, trzeba trenować, to jasne, ale jest to wysiłek przyjemny. Pokonując kolejne kilometry, poznajemy teren wokół naszego miasta i jego historię. Zachęcając rawian do uprawiania tej dyscypliny sportu, chcemy pokazać, zwłaszcza młodym ludziom, jak aktywnie można spędzać czas. Dziś wielu gimnazjalistów, poza siedzeniem przed komputerem lub w klatkach schodowych, nie wie, co ze sobą zrobić. My znamy sposób na zmęczenie, które daje satysfakcję – zapewnia pan Andrzej.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół