• facebook
  • rss
  • Nie ma czasu na prywatne życie

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 27/2013

    dodane 04.07.2013 00:00

    Świadectwa. – Wierzę w cud. Wierzę w to, że któregoś dnia się obudzę i będę mógł chodzić. Wtedy pobiegnę o 6 rano do parku – mówi sparaliżowany od urodzenia Kamil Janicki.

    W ostatnich tygodniach w kościołach w całej Polsce, w tym także na terenie diecezji łowickiej, zbierano podpisy pod ustawą zakazującą zabijania jeszcze nienarodzonych, niepełnosprawnych dzieci. Czy życie na wózku inwalidzkim może być spełnione? Czy pomimo choroby utrudniającej podstawowe czynności dnia codziennego można być szczęśliwym? Rok 2013 został ogłoszony Rokiem Niepełnosprawnych. Może więc warto spytać o to samych zainteresowanych? Kamil Janicki, mieszkaniec Żyrardowa, nie tylko słowami, ale całym swoim życiem twierdzi, że tak, w chorobie można być szczęśliwym.

    Przyjaźnię się z Faustyną

    W pokoju, w którym 31-letni Kamil spędza najwięcej czasu, są łóżko, fotel, telewizor, ale najważniejsze dla jego mieszkańca są obrazy Jezusa Miłosiernego, św. s. Faustyny i Matki Boskiej Częstochowskiej. Na stoliku obok łóżka leżą wydrukowane fragmenty Pisma Świętego, różaniec i książeczka do nabożeństwa. Pod poduszką są relikwie o. Pio i s. Faustyny. – Nie zawsze tak było – opowiada Kamil. – Moje życie dzielę na dwa etapy: przed nawróceniem i po nim. Zawsze wierzyłem, że Bóg jest, ale nie miałem z Nim relacji. Nie byłem złym człowiekiem, ale On zapragnął ode mnie czegoś więcej. Kamil choruje na mózgowe porażenie poporodowe. W dzieciństwie przebył źle wykonane operacje bioder, a jego kończyny są porażone w stopniu wysokim. Większość swojego życia spędza w łóżku. Twierdzi, że w ostatnim czasie jest tak zajęty, że nie ma czasu na życie prywatne. – Wszystko zaczęło się od momentu, w którym zobaczyłem Jezusa siedzącego na moim łóżku. Mówił do mnie: „Pójdź za Mną”. To był jakby sen. Po kilku dniach na spacerze znajoma dała mi proporczyk z wizerunkiem św. s. Faustyny. Na odwrocie była Koronka do Bożego Miłosierdzia. Oczywiście ona mnie nie interesowała, za to spodobał mi się obrazek. Po powrocie do domu nie mogłem oderwać od niego wzroku. Po prostu za mną łaził. Działał jak magnes. Następnego dnia babcia położyła mi go na kolanach i wyszła. Przez dwie godziny czytałem koronkę. Znałem ją już na pamięć i dalej czytałem. Tak zaczęła się moja przyjaźń z siostrą Faustyną – opowiada z uśmiechem Kamil. Dziś odmawia koronkę codziennie o 15.00. Kiedy zdarzy mu się zapomnieć, boli go ząb lub głowa. – To Jezus przypomina mi o modlitwie – tłumaczy. Wkrótce po odkryciu Koronki do Bożego Miłosierdzia zapragnął mieć w pokoju obrazy Jezusa Miłosiernego i siostry Faustyny. Dostał je od przyjaciół. – Są piękne! Uwielbiam modlić się, patrząc na nie. To właśnie przez kult Miłosierdzia Bożego spotkałem Jezusa. Dziś jest moim najlepszym Przyjacielem. Jezus to niesamowity facet! A siostrę Faustynę traktuję jak opiekunkę duchową. Kiedy modlę się koronką, czuję, że jest blisko i modli się ze mną. Bardzo chciałbym, żeby dostała tytuł doktora Kościoła. Moje credo brzmi: „Chwalcie miłosierdzie Boże, bo tylko ono zbawić was może” – opowiada z dumą.

    Każdy dzień jest ważny

    Mimo że większość życia Kamil spędza w łóżku, a na spacery wychodzi tylko w okresie wiosenno-letnim, jego życie nie jest – jak można by przypuszczać – smutne i monotonne. Interesuje się wieloma rzeczami. – Kocham oglądać mecze tenisa. To wyjątkowy, bardzo ekskluzywny sport. Oglądam go tak często, jak tylko mogę – opowiada. Lubi też oglądać dobre filmy dokumentalne. Sam siebie nazywa humanistą. Maturę zdawał z historii. – Trafiłem na wynalazki XIX wieku. Gorzej już chyba nie mogłem. Jak przeczytałem temat, myślałem, że umrę – wspomina z śmiechem. Zdał i nie umarł. Lubi czytać książki. Ostatnie jego odkrycie to audiobooki. – Pierwsza książka, jaką „przeczytałem” w taki sposób, to „Imię róży” Umberta Eco. Przekonałem się, że słuchając lektora, mogę skupić się wyłącznie na treści i nie myśleć już o tym, że książka wypada mi z ręki bądź jest mi niewygodnie – opowiada. Kolejną pasją Kamila jest polityka. Codziennie śledzi poczynania polityków zarówno polskich, jak i zagranicznych. Jednak błędem byłoby sądzić, że ambicje mężczyzny dotyczą jedynie sprawności umysłu. 3 lata temu Kamil oświadczył mamie, że chce mieszkać sam. Jak postanowił, tak zrobił. – Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak sobie radzi – opowiada Małgorzata Mikołajczyk, opiekunka. – Rano przychodzi do niego mama, potem przez kilka godzin jestem ja, po pracy znów przyjeżdża mama, zaangażowany jest również brat, pomagają sąsiedzi. Jednak Kamil dużo czasu spędza sam. Dla mnie to już jest cud! – dodaje wzruszona pani Małgorzata, która nie tylko jest Kamila opiekunką, ale i przyjaciółką. Twierdzi, że profesjonalne łóżko rehabilitacyjne w ogromnym stopniu ułatwiło jej podopiecznemu samodzielne funkcjonowanie. Kamil żartuje, że bez tego konkretnego łóżka i pani Małgosi dzień staje się znacznie trudniejszy – Dla pani Małgosi najważniejsze jest to, żebym jadł – śmieje się Kamil. – Mówi, że to dzięki jej dokarmianiu mam siłę, żeby podciągać się na łóżku, czytać, słuchać i w ogóle żyć. Wierzę, że kiedyś stanę na nogi i – jeśli będzie taka potrzeba – ja będę jej służył. Ale każdy dzień jest dla mnie cudem. Każdego dnia na nowo odkrywam życie.

    Chcę żyć!

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół