• facebook
  • rss
  • Kościół z konserw

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 33/2013

    dodane 15.08.2013 00:00

    Z rąk do rąk. – Chodziło nam o to, żeby nasza energia nie poszła w próżnię, żeby wyniknęło z tego coś dobrego – mówi Jacek Czubak.

    Burzliwe dzieje Żyrardowa, miasta kojarzonego z przemysłem włókienniczym, ukazują niezwykłą historię. Ponad wiek temu żyrardowianie, nie mogąc doczekać się budowy nowego kościoła, ustawiali się w łańcuchu do oddalonej o prawie 10 km cegielni w Radziejowicach, aby z rąk do rąk podawać sobie cegły i w ten sposób przyspieszyć powstanie świątyni.

    Ustna tradycja

    Dwie 70-metrowe wieże kościoła Matki Bożej Pocieszenia wskazują, że to najważniejsza budowla w Żyrardowie. Taką przynajmniej była dla robotników szybko rozwijającej się osady na przełomie XIX i XX w. Świątynia powstała, bo znajdujący się nieopodal pierwszy żyrardowski kościół św. Karola Boromeusza okazał się za mały. Nowy kościół, zbudowany z rozmachem w stylu neogotyckim, prezentuje dawną potęgę Żyrardowa. Tu mieściła się największa fabryka wyrobów lnianych w Europie. Jedni w dziele architekta Józefa Piusa Dziekońskiego widzą nawiązanie do starej katedry w Kolonii, inni – do kościoła wotywnego w Wiedniu. Na uwagę w żyrardowskiej farze zasługują również piękne witraże. Sam kościół powstał szybko. O oddaniu budowniczych świadczy fakt, że wznoszono go tylko przez trzy lata. Uroczyste poświęcenie nowo powstałej świątyni odbyło się 11 października 1903 r. Finansowe wsparcie zapewnił przemysłowiec Karol Dittrich jr, twórca żyrardowskiej potęgi fabryki lnu. Ale swoją cegiełkę, i to dosłownie, dołożyli robotnicy tej fabryki. – Istnieje ustna tradycja, że mieszkańcy przekazywali sobie cegły na plac budowy z rąk do rąk aż z radziejowickiej cegielni – mówi ks. Adam Bednarczyk, proboszcz parafii pw. MB Pocieszenia w Żyrardowie. – Zachowały się natomiast listy zbiórek pieniędzy. Tam wyraźnie przy nazwiskach darczyńców widnieje kwota, jaką przekazali na wzniesienie świątyni. 110. rocznica konsekracji żyrardowskiej fary stała się pretekstem do wzniesienia jej repliki. Grupa zapaleńców zbudowała ją z... konserw, słoików z żywnością oraz puszek i butelek z napojami.

    Pomoc najuboższym

    Za pomysłem zbudowania kościoła z konserw stoją członkowie Stowarzyszenia „Fabryka Feniksa”. – Chcieliśmy nawiązać do legendy towarzyszącej budowie świątyni oraz w niebanalny sposób uczcić rocznicę jego konsekracji – mówi Jacek Czubak, prezes stowarzyszenia. – Chodziło nam również o to, żeby nasza energia nie poszła w próżnię, żeby wyniknęło z tego coś dobrego. Na którymś ze spotkań mieliśmy burzę mózgów. Szukaliśmy sposobu, żeby był to również element zabawy. Pomysły były różne. Padła idea, żeby na przykład zrobić coś z czekolady. Pan Jacek jest również radnym. Sprawy najuboższych nie są mu obce. – Urząd Miasta dofinansowuje obiady w jadalni Caritas, ale tylko w roku szkolnym. Z tego względu, że obsługuje to firma, która zaopatruje stołówki szkolne. Jak wyliczyłem, uwzględniając przerwy świąteczne,160 dni w roku ludzie nie jedzą. Teraz udało się wypracować pomoc miasta w lipcu, natomiast w sierpniu już nie. Stąd zdecydowaliśmy się na budowę kościoła z konserw. Pomysł ma uwrażliwić na potrzeby innych ludzi. Może czyjeś serce przez to skruszeje... – zastanawia się J. Czubak. Żywność zbierano w różnych miejscach. Przy wznoszeniu repliki wykorzystano niespodziewany dar w postaci puszek z coca-colą i butelek z napojami od jednej z właścicielek sieci sklepów w mieście. To wymusiło zmiany w projekcie. Tak jak przed laty, przekazywano sobie budulec z rąk do rąk. Efekt kilkugodzinnej pracy wolontariuszy przetrwał trzy dni. W niedzielę 4 sierpnia dary zostały przeniesione do piwnicy plebanii. Stamtąd zostaną przekazane najbardziej potrzebującym, a tych w Żyrardowie ciągle przybywa. Bezrobocie i tutaj zbiera swoje żniwo. Budowlę z konserw stworzyli młodzi ludzie, wolontariusze „Fabryki Feniksa”. – Robiliśmy zdjęcia, żeby dobrze się przygotować – mówi Ola. – Projekt obmyślił pan Jacek, ale i tak trochę improwizowaliśmy. Były obawy, że w czasie budowania może nam się to wszystko rozsypać, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Z efektu zbiórki zadowolony jest też prezes stowarzyszenia. – Najtrudniej jest za pierwszym razem. Jest pomysł, żeby za rok to powtórzyć, ale już niekoniecznie stawiając replikę kościoła. Może będzie to aniołek? – rozważa J. Czubak, bo inicjatywy „Fabryki Feniksa” muszą nieść w sobie element niepowtarzalności.

    Nie tylko strajk

    W 1883 roku 245 robotnic żyrardowskiej fabryki lniarskiej nie przystąpiło do pracy na znak protestu przeciw ciężkim warunkom i niskiemu wynagrodzeniu. Postulowały m.in. godne traktowanie kobiet przez przełożonych i zakaz zatrudniania dzieci. To był początek pierwszego strajku na ziemiach polskich. Do protestu przyłączyło się przeszło 8 tys. pracowników. Mimo interwencji wojska carskiego, ofiar śmiertelnych, protestujący zwyciężyli. Dyrekcja przystała na większość robotniczych postulatów, kończąc w ten sposób pięciodniowy strajk. Od kilku lat „Fabryka Feniksa” organizuje inscenizację nawiązującą do tych wydarzeń. Co roku wprowadzany jest element zaskoczenia. Także i w tym roku osiedle zabytkowych budynków pofabrycznych z czerwonej cegły będzie miejscem, w którym przedstawione będą dramatyczne momenty strajku szpularek. W jaki sposób? Na razie jest to tajemnica organizatorów. Tak, jak coroczne Misterium Męki Pańskiej. Wystawiane jest ono na pl. Jana Pawła II, przy którym znajduje się żyrardowska fara. – To wydarzenie religijne, ale ludzie przychodzą i każdy z nich odnajduje dla siebie to, czego szuka. O to nam chodziło. Wiadomo – jedni przyjdą tylko po to, żeby popatrzeć na to jak na spektakl teatralny. Inni głęboko przeżywają. Misterium jednak cieszy się coraz większym zainteresowaniem – opowiada J. Czubak. „Fabryka Feniksa” ma na swoim koncie przesłanie do potomnych. W Starej Przędzalni w grudniu ubiegłego roku zakopano kapsułę czasu. Ma być otwarta za 40 lat. Być może świadkiem tych wydarzeń będzie obecne pokolenie żyrardowskich dzieci, które mają okazję podziwiać zwierzęta w żywej szopce. Za jej powstaniem stoi też „Fabryka Feniksa”. Obecnie stadko, w którym królują dwie lamy, przebywa w gospodarstwie u państwa Markowskich w Łubnie. Lada moment na świat mają przyjść koźlątka. Utrzymanie tych zwierząt kosztuje. Dlatego jeżeli ktoś chciałby wesprzeć inicjatywy stowarzyszenia, może to zrobić, sponsorując karmę dla zwierzaków. Warto do tego dołożyć swoją cegiełkę, choćby w postaci marchewki lub jabłka. Lamy je uwielbiają!•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół