• facebook
  • rss
  • Rytm bicia serca

    dodane 12.12.2013 00:00

    – To nie może być zwykły śpiew, ale głębsze przeżycie – mówi o akatyście Paweł Wojciechowski.

    Jedną z najwspanialszych form kultu maryjnego jest hymn liturgiczny ku czci Bogurodzicy zwany akatystem. Piękny śpiew wywodzący się z Kościoła Wschodniego coraz częściej słychać w świątyniach diecezji łowickiej.

    Pierwszy raz

    Skierniewicki Zespół Czwarty, znany z koncertów ewangelizacyjnych, oprawy muzycznej uroczystości kościelnych i Warsztatów Wokalnych „Harmonia”, po raz pierwszy w swojej 30-letniej działalności podjął się wykonania Akatystu ku czci Bogurodzicy. W przeddzień Uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP w kościele św. Jakuba w Skierniewicach przed ołtarzem ustawiono ikonę Matki Bożej Nieustającej Pomocy, która dopiero co wróciła z renowacji. Wokół niej zgromadzili się wierni.

    – Już od dawna nosiłem się z zamiarem wykonania przez nasz zespół akatystu – mówi Paweł Wojciechowski. – Pierwszy raz usłyszałem go w 1991 r., podczas Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie. Wtedy nie bardzo rozumiałem, po co jest śpiewany. Odsłuchałem jeszcze wielu wersji. Im bardziej mu się przysłuchiwałem, tym więcej w nim dostrzegałem różnych „smaczków”, np. rytm bicia serca. Podczas prób uczulałem członków zespołu, żeby to nie był zwykły śpiew, ale głębsze przeżycie. Tak się stało. Ci, którzy uczestniczyli w skierniewickim akatyście, byli pod wrażeniem śpiewu i towarzyszącej mu oprawy. Zespół zadbał także o odpowiednie niebiesko-bursztynowe oświetlenie kościoła.

    Lepiej niż w Warszawie

    Również pierwszy raz akatyst zabrzmiał w kościele Niepokalanego Poczęcia NMP w Rawie Mazowieckiej. Pomysł wspólnego śpiewania hymnu w wigilię odpustu parafialnego wyszedł od kapłanów. Dla większości wiernych, w tym i chórzystów, uczestnictwo w nabożeństwie przy wizerunku Maryi było nowością. – Bardzo chciałam zaśpiewać akatyst – mówi Agnieszka Sielska. – Miałam taką wewnętrzną potrzebę. Przede wszystkim dlatego, że jest to modlitwa. – To, że udało nam się zaśpiewać akatyst, to zasługa siostry Joanny. Techniki śpiewana uczymy się na próbach, które prowadzi – dodaje Małgorzata Gałka. Organistka s. Joanna Rudzik musiała zapanować nad chórem, którzy tworzyli księża, siostry zakonne, członkowie diakonii muzycznej Odnowy w Duchu Świętym i innych wspólnot. – W poprzedniej parafii w Warszawie, w której posługiwałam, śpiewano akatyst, ale tylko na jeden głos z organami. Nie było też takiego zaangażowania ze strony kapłanów. Zaprosiłam mojego poprzedniego proboszcza do Rawy. Napisałam mu, że tu będzie akatyst taki, jakiego czerniakowska Warszawa jeszcze nie widziała – mówi s. Joanna, której marzy się stały chór przy rawskiej parafii. A pani Małgorzata nie wyobraża sobie, żeby za rok nie śpiewać akatystu. Liczy na to, że nabożeństwo z piękną oprawą liturgiczną stanie się tradycją rawskiej parafii.

    Na głos męski i kobiecy

    Tradycję śpiewania akatystu w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP podtrzymuje Chór „Adalbertus” z Białej Rawskiej, działający przy parafii św. Wojciecha. Dyrygentem jest s. Dorota Najdychor. Choć w zespole są mężczyźni, to białorawski akatyst jest wyjątkowy. Śpiewają go same kobiety. – Po wielu próbach i kolejnych wykonaniach nabrałyśmy wiary w siebie – mówi Maria Ziółek. – Nie jest łatwo to zaśpiewać. Siostra zawsze nam tłumaczy, że trzeba zwracać uwagę na słowa. Traktować je jak modlitwę, a więc śpiewać i jednocześnie modlić się. Może dlatego nam to coraz lepiej wychodzi. Miło nam, że są opinie potwierdzające to. Chcąc usłyszeć męskie wykonanie hymnu ku czci Maryi, należało wybrać się do Nowego Miasta nad Pilicą. W klasztorze kapucynów akatyst wykonał chór zakonno-młodzieżowy. Śpiew kleryków wychwalający Bogurodzicę rozbrzmiewał także w Wyższym Seminarium Duchownym w Łowiczu. Na to wykonanie przybywają wierni z różnych miejsc diecezji. Nie tylko słuchają seminaryjnego chóru, ale i włączają się do śpiewania. – Na początku tak nie było – mówi kleryk Mateusz Adamski. – Do wspólnego śpiewania akatystu zachęciliśmy wiernych trzy lata temu. Umieszczamy teksty przy ławkach i z roku na rok słychać, że ten śpiew jest coraz głośniejszy. I o to nam chodzi, żeby wszyscy w kaplicy w ten sposób się modlili. To tworzy między nami wspólnotę – dodaje kleryk Jakub Kita. 8 grudnia to także święto seminaryjne. – Mimo że próby przed akatystem trwały od października, nie było łatwo go zaśpiewać. Dzisiaj, oprócz stresu, doszło zmęczenie po całym dniu. Towarzyszyły nam emocje, bo przyjechali w odwiedziny nasi bliscy – mówi J. Kita. – To, że seminarium nosi wezwanie Niepokalanego Poczęcia NMP, jest symboliczne. W odpust niektórzy z nas poprzez kolejne postanowienia umacniają się w walce z grzechem, biorąc sobie za wzór Maryję i uciekając się do Jej wstawiennictwa. Wolność od grzechu to jest to, do czego dążymy – mówi M. Adamski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół