• facebook
  • rss
  • Ze wzruszenia go zatkało

    Agnieszka Napiórkowska

    dodane 13.07.2017 00:00

    – Każdą procesję, każdą Mszę św. podczas peregrynacji starałem się przeżywać jako moje osobiste spotkanie z Matką. Tego, czego doświadczyłem, nie zapomnę długo – mówi biskup pomocniczy.

    W27 numerze „Gościa Łowickiego” o pierwsze owoce peregrynacji i podsumowanie czasu spędzonego z wędrującą po diecezji Królową Polski poprosiliśmy biskupa ordynariusza. Tym razem swoją refleksją podzielili się z nami dwaj pozostali biskupi biorący udział w peregrynacji – bp Wojciech Osial, sufragan łowicki, i bp Józef Zawitkowski, senior.

    Coś wielce ważnego

    Biskup Osial mówi, że w każde miejsce jechał z radością. – Niektórzy pytali mnie, czy nie jestem zmęczony – tyle spotkań, tyle wyjazdów... Zawsze odpowiadałem, że do Matki Bożej wyruszam chętnie. Ubolewam, że ten niezwykły czas już się skończył – zapewnia.

    Jak podkreśla, w pamięci zostaną mu przede wszystkim spotkania z Miriam, zwłaszcza te osobiste. – Postanowiłem sobie, że w każdej parafii będę się modlić po Mszy św. przed obrazem, obok wiernych. Wtedy widziałem przepiękne obrazy: klęczący ludzie, matki z dziećmi, które z przejęciem patrzyły w Jej wizerunek, mężczyźni, którzy starali się ukryć łzy. Czasem można nie powiedzieć nic, żadnego słowa, a swoją postawą pokazać, co jest ważne. Do końca nie da się opisać głębi, która była w oczach tych osób. To było coś wielce ważnego, osobistego, coś, co dotykało ich mocno – opowiada biskup. Zapytany, co zrobiło na nim największe wrażenie, sufragan łowicki nie chce wyróżniać żadnej z parafii, bo każda głęboko i uroczyście przyjęła Matkę, ale – jak podkreśla – z zewnętrznych znaków największym zaskoczeniem był dla niego widok ok. 40 ciężarówek w Giżycach, traktorów w Brzozowie, samolotu w Głogowcu; jeżeli chodzi o modlitwę – litania zaśpiewana przez młodzież po łacinie w Boczkach Chełmońskich. – Mam nadzieję, że przy okazji kolejnych spotkań i uroczystości usłyszę o wielu owocach nawiedzenia. Dla wszystkich mam też ostatnia radę – aby zawsze byli blisko Matki Bożej poprzez codzienną modlitwę, a zwłaszcza Różaniec. Ona wie lepiej, trzeba Jej zaufać – zachęca biskup.

    Trzy nie jedno

    Dla bp. Zawitkowskiego spotkanie z Czarną Madonną nie było pierwszą peregrynacją przeżywaną w parafiach. – Jestem tym szczęśliwcem, który pamięta początek nawiedzenia. Wiem, jak to się zaczęło. Pamiętam kazanie księdza prymasa u św. Anny w Warszawie z 25 września 1952 roku, kiedy powiedział: „Non possumus!”. I jego tłumaczenie, po którym go aresztowano. Gdy siedział w więzieniu, zastanawiano się, kto przygotuje nas na Tysiąclecie. Prymas nie zmarnował czasu. Przygotował wielki program. Nauczył nas Apelu Jasnogórskiego. A po powrocie rozpoczęła się peregrynacja – wspomina bp Zawitkowski, który pamięta też aresztowanie Maryi i ogromne tłumy, jakie wtedy Ją witały.

    – Ludzie w szpalerach stali od parafii do parafii. A podczas misji księża spowiadali nie kilka godzin, ale całe 3 dni. To było wielkie poruszenie! – opowiada. Drugie nawiedzenie, przeżywane ze łzami w oczach, odbyło się w Gołąbkach, gdzie dzisiejszy biskup senior był proboszczem i kończył budowę kościoła. – Dla Matki Boskiej zrobiliśmy witraże, ołtarz i prezbiterium, by przyjąć Ją po królewsku. Tymczasem na drugi dzień przyjechał do parafii ks. Bronek Piasecki i powiedział, że zabierają nam obraz do księdza prymasa. Prymas był wtedy umierający i życzył sobie, by Matka Boska przyszła do niego. Odwiozłem Ją, ale w spotkaniu nie uczestniczyłem. Prymas spotkał się z Nią w cztery oczy. Siedziałem pod drzwiami i zastanawiałem się, cóż on Jej mówi. Nigdy tego nie zapomnę. Niestety, Maryja nie wróciła już do Gołąbek, bo minął termin. Poszła do kolejnej parafii. A tego trzeciego, dopiero co zakończonego spotkania, myślałem, że nie doczekam. Dlatego wszędzie, gdzie Ją witałem, wołałem: „Moje Uzdrowienie!”. Dziwiłem się, że miałem tyle siły, że mogłem przy Niej chodzić. Dziękuję Jej za to. Te nawiedzenia były dla mnie wielką radością – zapewnia bp Zawitkowski.

    Zapytany, co go najbardziej poruszyło, przyznaje, że wypowiadane przez proboszczów, rodziców, młodzież i dzieci powitania. – W jednej parafii ks. proboszcz tak się wzruszył, że nie skończył powitania, tak go zatkało. To była niezwykła, bardzo szczera rozmowa syna z Matką. Zachwyciły mnie też Korabiewice, w których 7 wiosek witało Maryję. Każda opowiedziała Jej nie tylko swoją historię, ale także, kto u nich był nauczycielem, kto i gdzie postawił kapliczkę. Poza tym każda miejscowość przygotowała specjalne obrazy. Wszystko chcieli opowiedzieć Matce Bożej. Podsumowując – to, czego doświadczyłem przez ten rok, trudno opisać. Myślę, że po tym spotkaniu nasza diecezja się poruszy. Bardzo na to liczę. A Królowej będzie mi bardzo brakowało. Na dni, które jeszcze Pan mi dał, zostanie mi Łowicka Księżna, która przeprowadzi mnie, jak ufam, przez bramę życia i śmierci – mówi bp Zawitkowski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół