Nowy numer 32/2020 Archiwum

Czułem się jak brudna szmata

– Szukałem szczęścia tam, gdzie go nie ma. Spędzałem czas na ulicy. Sądziłem, że picie i narkotyki są cool. Zraniłem sam siebie, rodziców i kilka dziewczyn. Ale wiesz co? Bóg mnie uzdrowił – mówił „Kola”.

Szczere wyznania Mirka, rapera, który we wtorek 22 stycznia w parafii Miłosierdzia Bożego na Zadębiu ze łzami w oczach opowiadał, o tym, co uczynił dla niego Bóg, poruszyły wiele osób. Podobnie jak modlitwa wstawiennicza, która miała miejsce po świadectwie i modlitwie uwielbienia. Spotkanie z raperem odbyło się w ramach cotygodniowej formacji grupy „Uwielbienie”.

Nie tylko w kościele

– Nasza wspólnota powstała pięć lat temu przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa na Widoku – mówi Marcin Zieliński, lider grupy. – Po trzech latach przenieśliśmy się na Zadębie, gdzie spotykamy się dwa razy w tygodniu: we wtorek o 19.30 w kościele i w piątek pół godziny później w salce. Wielbimy Boga i posługujemy modlitwą wstawienniczą. Podczas wtorkowych spotkań stałymi punktami są także adoracja Najświętszego Sakramentu i katecheza. Jesteśmy grupą otwartą, do której może przyjść każdy, kto chce się modlić, wielbić, dziękować – wyjaśnia Marcin, który razem z kilkunastoma członkami wspólnoty angażuje się również w ewangelizację prowadzoną m.in. na ulicach Skierniewic. – Od najbliższego tygodnia do ludzi żyjących poza Kościołem będziemy wychodzić regularnie, raz w miesiącu. Czujemy, że w Roku Wiary Bóg oczekuje od nas, byśmy świadczyli o Nim wszędzie, poza kościołem też. Zresztą nie raz posłał już nas do takich miejsc gdzie serce się łamało. Ale On tam właśnie chciał działać – wyznaje Marcin. To on na ostatnie spotkanie zaprosił Mirka „Kolę” Kolczyka, którego poznał podczas Czasu Chwały w Lublinie.

Nigdy nie przestanę go kochać

Podczas świadectwa Koli, rapera, byłego narkomana i kryminalisty, który dziś prowadzi zajęcia profilaktyczne dla młodzieży oraz śpiewa m.in. w ekumenicznym zespole Trzecia Godzina Dnia (TGD), na uczestnikach spotkania największe wrażenie robiły szczerość Mirka i jego absolutne zaufanie Bogu. – Szukałem szczęścia na ulicy, w używkach i łatwym życiu. Zraniłem sam siebie, zraniłem rodziców i kilka dziewczyn. Nie rozumiałem, co to miłość. Trafiłem do więzienia. Po wyjściu poznałem dziewczynę, z którą zamieszkałem. To był kolejny zły wybór. W końcu moje życie runęło. Czułem się jak brudna szmata. Doświadczyłem upokorzenia i samotności. Ale to doświadczenie okazało się dla mnie dobre, bo kiedy zostałem sam, zdjąłem wszystkie swoje maski, padłem na kolana i po raz pierwszy szczerze się pomodliłem. Klęcząc w łazience, płakałem i wołałem: „Boże, pomóż mi! Ja nie wiem, co robić i jak żyć” I On bardzo szybko dał mi ludzi, którzy mi pomogli. Uleczył mnie też z uzależnień. Dziś mam piękną żonę, która spodziewa się dziecka. Wiecie? Ja nie mogę się doczekać chwili jego narodzin i momentu, gdy je przytulę. Chcę być dla niego najlepszym ojcem na świecie. Dzięki miłości Boga wiem też, że żadna sytuacja nigdy nie sprawi, że przestanę go kochać – mówił Mirek „Kola” Kolczyk, który dziś – jak twierdzi – nie umie już żyć bez miłości i bez Boga. – Słuchając jego historii, zapragnęłam oddać swoje życie Bogu. Pomyślałam, że czas już skończyć z pozornym wyznawaniem wiary. Nie przejmując się potokiem łez płynącym z moich oczu, powiedziałam Bogu, że chcę, aby przyszedł i ożywił moje serce, by wziął sobie moje życie i aby mnie dotknął swoją miłością. Po tych słowach poczułam, że On je przyjmuje i że jest blisko mnie – wyznała po spotkaniu Dorota ze Skierniewi

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama