Nowy numer 32/2020 Archiwum

Z różańcem na Mount Everest

– Każdy myśli, że da sobie radę, ale to nieprawda, bo czasami nie dajemy rady. Ale gdybyśmy nie mieli tej wiary, że wrócimy, nie udałoby się zdobywać szczytów – mówił Krzysztof Wielicki.

Ten wybitny polski himalaista, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum, czyli 14 najwyższych szczytów świata mierzących ponad 8000 m n.p.m., odwiedził w kwietniu Głowno. W Miejskim Ośrodku Kultury opowiadał o swoich wyprawach w góry. Dzielił się wspomnieniami, prezentując filmy i zdjęcia. Były to historie pełne humoru, ale i tragicznych chwil – zderzenia ze śmiercią kolegów. Krzysztof Wielicki nie chce, by nazywać go legendą. Wystarczy mu świadomość, że żyje po 47 latach wspinania, choć w górach wysokich zdarzają się różne chwile.

– Znam tylko jedną osobę z naszego środowiska, która zrezygnowała ze wspinania po dramatycznych przeżyciach. Pasja to jest coś takiego, z czego trudno się wyleczyć. Każdy ze wspinających się zawsze myśli, że sobie da radę, co nie jest prawdą, bo czasami nie dajemy sobie rady. Ale gdybyśmy nie mieli tej wiary, że zawsze wrócimy, nie udałoby się zdobywać szczytów. To jest pewność, która potrzebna jest do wspinania. Nie myślimy o śmierci. Im człowiek ma więcej doświadczeń w górach, tym bardziej się wzmacnia. To, że sobie radzi w trudnych warunkach, jest motorem działania – opowiadał K. Wielicki.

Polscy alpiniści stali się prekursorami w zdobywaniu ośmiotysięczników zimą. Przyniosło im to sławę w świecie. Zimą szczególnie daje się we znaki wiatr, który potrafi poprzewracać namioty. Nie wszyscy lubią chodzić po górach o tej porze roku. Inicjatorem wspinaczki zimą był Andrzej Zawada. – Powiedział, że my będziemy pisać historię zimową. Dla nas najważniejsze było, żeby mieć wkład w historię alpinizmu – wspominał K. Wielicki.

Obrany cel wynikał z tego, że Polacy nie uczestniczyli w wielkiej eksploracji najwyższych szczytów Ziemi. Między 1950 a 1964 rokiem wszystkie ośmiotysięczniki zostały zdobyte bez ich udziału. W latach 70. XX w. poprawiła się sytuacja w kraju, przynajmniej dla sportu, dlatego też łatwiej było zorganizować wyprawy. Na pierwszy zimowy cel wybrano Mount Everest, najwyższy szczyt Ziemi o wysokości 8848 m n.p.m. K. Wielicki zdobył go z Leszkiem Cichym. Na wierzchołku zostawili różaniec. Stał się dowodem sukcesu. Po roku znieśli go Baskowie, którzy tam dotarli. Jako zdobycz stał się ich własnością. Być może uda się go odzyskać. – Gdy zeszliśmy ze szczytu, nasz kolega, który został na 6 tys. m, rozpłakał się. Nie z zawiści, nie z zazdrości. On się rozpłakał z tego powodu, że nam, jako zespołowi, udało się wejść. Dzisiaj przy dużej personalizacji sukcesu trudno odnaleźć kogoś, kto cieszy się z czyjegoś osiągnięcia – opowiadał K. Wielicki.

Polacy zdobyli Mount Everest ze sprzętem, który trudno nazwać profesjonalnym. Dzisiaj na takie wyprawy zabiera się specjalną odzież. Wtedy, w czasach PRL, kupowało się ortalion na metry i szyło kurtki. – To była ważna wyprawa, bo koledzy uwierzyli, że skoro weszliśmy zimą na najwyższy szczyt świata, to niższe ośmiotysięczniki też będzie można zdobyć – mówił K. Wielicki. I tak się stało. Po zdobyciu zimą, jako pierwsi, kolejnych 6 ośmiotysięczników Polacy otrzymali od europejskich wspinaczy przydomek Ice Warriors (Lodowi wojownicy).

K. Wielicki, oprócz Mount Everestu, jest jeszcze pierwszym zimowym zdobywcą Kanczendzongi i Lhotse, szczytów, które przekraczają 8,5 tys. m wysokości. Na Lhotse stanął samotnie w noc sylwestrową w gorsecie, który nosił po uszkodzeniu kręgosłupa w górach. Wydawało się, że K2, drugi najwyższy szczyt Ziemi o wysokości 8611 m n.p.m., zostanie zdobyty zimą dość szybko. Tak się jednak nie stało. I co pokazała ostania wyprawa Polaków, trzeba jeszcze na to poczekać. K2 leży w Karakorum. Ten łańcuch górski jest bardziej wysunięty na północny zachód od Himalajów i bardziej narażony na silny prąd powietrza pochodzenia arktycznego. Czy K. Wielicki będzie kierował kolejną zimową wyprawą Polaków na K2? Raczej nie. Przyznał, że jest to już dla niego męczące, głównie ze względu na różnicę pokoleniową między nim a innymi uczestnikami. Jest drugim Polakiem w historii po Jerzym Kukuczce, a piątym człowiekiem na świecie, który zdobył wszystkie ośmiotysięczniki. Wspominał, że zagranicznym kolegom trudno było wytłumaczyć fenomen, iż w kraju, gdzie nie ma wysokich gór, pojawiły się osoby z takimi osiągnięciami. – Próbowałem im uzmysłowić, że w tym okresie w Polsce panował marazm i coś trzeba było robić. Wizja sklepów pełnych octu ich nie przekonała. Uwierzyli dopiero w wersję, że J. Kukuczka i ja jesteśmy ze Śląska, a to jest tak zanieczyszczony region w kraju, że jesteśmy lepiej przystosowani do strefy beztlenowej. Co było, oczywiście, żartem – opowiadał K. Wielicki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama