Nowy numer 21/2020 Archiwum

Zamiast fitnessu – skok do przerębli

– Cieszy, że coraz mniej osób patrzy na nas jak na wariatów i osobiście przekonuje się, że krótkie pobyty w zimnej wodzie przynoszą wiele pozytywnych skutków – mówi „Bombowa Barbara” ze skierniewickiego klubu Lodołamacz.

Choć tej zimy łyżwiarze nie mogą cieszyć się miejskimi lodowiskami, na pogodę nie mogą narzekać morsy, korzystający z obecnej aury ile się da.

Przełamać chęć ucieczki

Skierniewicki klub Lodołamacz działa od 10 lat. W 2010 r., w pierwszym sezonie, były dwie osoby – Mariusz i Basia, małżeństwo, które założyło klub. Teraz zrzesza on ok. 20–30 morsów z miasta i okolicznych miejscowości. – Trudno dokładnie podać liczbę członków klubu, bo niektórzy przychodzą kilka razy w roku, inni zaglądają, kiedy mają czas. Rekordowo mieliśmy 43 osoby, ale każdy jest mile widziany, więc zapraszamy – mówi „Mięsisty Mariusz”, założyciel klubu.

W Lodołamaczu morsy posługują się pseudonimami, które rozpoczynają się na pierwszą literę imienia. Wśród członków klubu jest też 14-letnia „Niezatapialna Nika”, która morsuje od 7 lat. – Pierwszy raz morsowałam, gdy miałam 4 lata, a rodzice wsadzili mnie do przerębli nad zalewem. Oni robili to już od kilku lat, a ja koniecznie chciałam spróbować. Zarazili mnie tą pasją i przynosi mi to naprawdę wiele frajdy i korzyści. Jedną – według mnie najważniejszą – jest to, że nie choruję. Dawno nie miałam żadnych objawów przeziębienia – kataru, kaszlu itp. – wyjaśnia Nika. – Pierwsze zetknięcie się z wodą jest nieprzyjemne, bo woda jest naprawdę zimna, a ciało rozgrzane, ale trzeba przemóc w sobie ten pierwszy odruch – chęć ucieczki, ćwiczyć silną wolę i być wytrwałym, a później naprawdę przynosi to relaks i zdrowotne korzyści – dodaje. Morsy spotykają się dwa razy w tygodniu. Środy i soboty stały się nie tylko „sesjami zdrowotnymi”, ale także okazjami do spotkań, rozmów. Rodzinno-przyjacielska atmosfera w klubie spowodowała, że morsy spotykają się także przy różnych okazjach. Obchodzili razem m.in. Święto Niepodległości, spędzali wspólnie czas Świąt Wielkanocnych, a ostatnio celebrowali Boże Narodzenie oraz zakończenie starego i rozpoczęcie nowego roku. Centrum wspólnego świętowania naturalnie odbywa się w wodzie, tak więc wypicie szampana, życzenia sylwestrowo-noworoczne i wspólne zdjęcia na lądzie były nie na miejscu.

Do wody po zdrowie

Aby zostać morsem, potrzeba chęci, kostiumu kąpielowego i ewentualnie butów, w których można wejść do wody. – Niektórzy lubią mieć jeszcze czapkę i rękawiczki, bo głowa i ręce to części ciała, które najszybciej się wychładzają, ale nie jest to konieczne – mówią „lodołamacze”. Czas spędzony w wodzie każdy wyznacza indywidualnie. – Zawsze przed rozpoczęciem morsowania mierzę temperaturę wody. Rozgrzewamy się. Biegamy, podskakujemy, robimy pompki. Każdy według uznania i potrzeby. Ważne jest to, by rozgrzać mięśnie, a jednocześnie schłodzić ciało, by różnica temperatur nie była bardzo duża. Zaleca się, by w wodzie spędzić minimum od 2 do 3 minut, ale każdy sam musi obserwować swoje ciało i wyjść z wody natychmiast, gdy pojawia się szczypanie skóry, szczękanie zębami, drgawki – wyjaśnia „Mięsisty Mariusz”.

Skierniewickie morsy w wodzie spędzają od 5 do 8 minut. – Podczas morsowania wydzielają się endorfiny wielokrotnie większe niż podczas długiego biegu, treningu. Zaglądają do nas sportowcy bardziej w celu odnowy biologicznej, by zapobiec kontuzji, wzmocnić ciało. Morsowanie samo w sobie nie jest sportem, ale na pewno wspomaga aktywność fizyczną – dodaje. Na przestrzeni lat coraz więcej osób interesuje się morsowaniem. Nie tylko od strony aktywności fizycznej, ale także tej naukowej. Pojawiają się publikacje, które potwierdzają korzystne skutki sesji w wodzie. Z badań przeprowadzonych na próbkach krwi morsów przez dr hab. Anetę Teległów z krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego wynika m.in., że czerwone krwinki wydłużają się, stają się spłaszczone, przez co organizm jest lepiej ukrwiony, zdrowszy. To stwierdzenia udowodnione naukowo, lecz są też korzyści, które najlepiej własnym przykładem potwierdzają morsy. – Widać pozytywne skutki, jeśli chodzi o urodę – mówi „Bombowa Basia”. – Zmniejsza się cellulit, skóra staje się jędrniejsza, spada waga, nie tylko przez samą sesję w wodzie, ale też dzięki rozgrzewce, systematyczności. Dziewczyny przyznają, że zaczęły chudnąć, lepiej się czuć. Uważam, że siłownie są fajne, fitness też, ale nie ma jak spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Zwłaszcza że teraz pogoda nam sprzyja, no i naprawdę miło jest spędzić też czas poza wodą na rozmowach, śmiechu – dodaje Basia.

Do skierniewickich „lodołamaczy” można dołączyć w każdej chwili, przychodząc na spotkanie przy rzece w Kamionie Skierniewickim lub kontaktując się przez facebookowy profil „Lodołamacz Skierniewice – Klub Morsa”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama