Nowy numer 42/2020 Archiwum

Zabójców nie ustalono

Był bardzo skromnym i pracowitym człowiekiem. Nie miał samochodu ani telewizora. Jego dewizą było: „Nic dla siebie, wszystko dla Boga”.

We wtorek 2 czerwca minęła 30. rocznica tragicznej śmierci łowiczanina ks. Tadeusza Stokowskiego. Za kapłana w katedrze łowickiej została odprawiona Msza św., której przewodniczył biskup senior Józef Zawitkowski. W liturgii uczestniczyła najbliższa rodzina zamordowanego.

Podczas homilii biskup nazwał ks. Stokowskiego „łowickim męczennikiem”. Tadeusz Stokowski urodził się 26 grudnia 1923 roku w Łowiczu. Jego ojciec był dorożkarzem, matka uprawiała kawałek dzierżawionego pola. W domu była bieda. Jak czytamy na stronie SP w Watraszewie, której kapłan patronuje: „Gdy matka Tadeusza zorientowała się, że jest w ciąży, przeraziła się, że nie podoła wychować kolejnego dziecka.

To sprawiło, iż pomyślała nawet o usunięciu ciąży. Pewnego dnia przerażona tą myślą weszła do kościoła, upadła na kolana i płacząc prosiła Boga, by darował jej grzeszną myśl. »Boże – prosiła – spraw, aby dziecko, które urodzę, było Twoim sługą, by choć chorągiew kościelną nosiło podczas procesji«. Nie śmiała nawet pomyśleć, że ją, biedną, stać będzie, by syn jej został księdzem”. Tadeusz od dziecka wyróżniał się niezwykłą pobożnością. Jako mały chłopiec stawiał ołtarzyki i modlił się do Matki Boskiej. Mając 9 lat, sam wybrał się na pielgrzymkę do sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej w Miedniewicach. Służył do Mszy św. u sióstr bernardynek i w łowickiej kolegiacie. W czasie okupacji 15-letni Tadeusz swojej matce przyprowadził 8-letniego, głodnego i zawszonego chłopca, którego Niemcy odłączyli od matki. Gdy Niemcy wzięli go do kopania okopów pod Warką, rozpoczął dwutygodniową głodówkę, po której go zwolniono.

Później, cudownym zrządzeniem losu, nie został wywieziony do Niemiec na roboty. Uczęszczał na tajne komplety. Po wojnie wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. Był cenionym i gorliwym wikariuszem parafii św. Mikołaja Biskupa w Warce. Kiedy mieszkańcy Michalczewa zwrócili się z prośbą o pomoc w postawieniu kaplicy, nie odmówił. Bez zgody władz, pod osłoną nocy, wraz z parafianami wybudował kaplicę. Kardynał Stefan Wyszyński, podziwiając upór i wiarę młodego kapłana, tworząc w Michalczewie parafię pw. Świętej Rodziny, na prośbę wiernych mianował ks. Tadeusza pierwszym proboszczem. Ksiądz Stokowski, zanim uzyskał zgodę od władz na budowę kościoła, przez 20 lat Msze św. odprawiał w drewnianej kapliczce, którą postawił.

Żył bardzo skromnie. Zanim wybudował plebanię i świątynię, mieszkał u jednego z sąsiadów. W ciągu 33 lat proboszczowania poddawany był presji ze strony SB. Nigdy jednak nie uległ. Wzniesiony przez niego dwukondygnacyjny kościół należy do jednych z bardziej oryginalnych kościołów w okolicy. Na specjalnie usypanych wałach, wykonanych na wzór częstochowskich, ustawił stacje drogi krzyżowej oraz figury aniołów i świętych. – Przyjeżdżając do stryjka, pomagaliśmy w budowie. Woziliśmy piach, ziemię, a potem pielęgnowaliśmy róże. Podziwialiśmy jego zaangażowanie i pracowitość – wspomina Adam Stokowski, bratanek.

– Stryjek kochał ludzi, przyrodę, zwierzęta i folklor. Ten ostatni przeszczepił do swojej parafii. Raz w miesiącu pociągiem przyjeżdżał do Łowicza. Odwiedzał matkę, a także załatwiał różne sprawy. U sióstr bernardynek zamawiał ornaty. Wierni darzyli go szacunkiem. Wiadomość o jego śmierci była dla nas wszystkich ogromnym szokiem – wspomina pan Adam. Ksiądz Stokowski został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach 2 czerwca 1990 roku. W niedzielę 3 czerwca w parafii miała odbyć się wizytacja biskupia, połączona z bierzmowaniem. Wierni, którzy przybyli na poranną Eucharystię, zastali zamknięty kościół. Zdziwili się tym faktem, ponieważ nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca. Drzwi plebanii nie były zamknięte.

Wewnątrz, w korytarzu, na podłodze znaleziono zwłoki 55-letniej gospodyni Marianny Kubiak. Powiadomiono policję. Kilka godzin później parafianie znaleźli w szopie najpierw but kapłana, a potem – pod grubą warstwą paszy – zwłoki duchownego. Policja ustaliła, że księdza uduszono. Ruszyło śledztwo, niestety do dziś nie zostały wyjaśnione okoliczności morderstwa, a sprawcy wciąż pozostają na wolności. Pamięć o zamordowanym kapłanie w michalczewskiej parafii wciąż jest żywa. Nie brakuje parafian, dla których jest on kandydatem na ołtarze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama