Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mamo Ireno, twój syn przyniósł mi Chrystusa

Na blogu kilka lat temu napisał: „Już teraz z całego serca dziękuję Jezusowi za dzień mojej śmierci, wszak śmierć z woli Bożej jest wspaniałą bramą do nieba, radosną perspektywą ujrzenia Jezusa twarzą w twarz, bez żadnej zasłony”. Do wymarzonego spotkania doszło 9 października.

Był jedynym w diecezji pustelnikiem. Swoje życie całkowicie oddał Bogu. Żyjąc z dala od ludzi, wybrał drogę milczenia, oddał się modlitwie i pokucie, praktykując ewangeliczne rady czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Mimo oddzielenia od świata był bliski kapłanom, osobom konsekrowanym, wiernym. Ci, którzy bliżej go poznali, w dniu jego śmierci szeptali: „Leszku, do zobaczenia w niebie!”.

W Eremie Maryi

W piątek 9 października w wieku 50 lat, w tym 26 przeżytych w kapłaństwie, do domu Ojca odszedł o. Leszek Niewiadomski, pustelnik diecezji łowickiej. Urodził się 16 marca 1970 r. w Rawie Mazowieckiej. Święcenia kapłańskie przyjął 25 marca 1995 r. w Łowiczu z rąk bp. Alojzego Orszulika. Był doktorem filozofii. Przez wiele lat jako kapłan cieszył się estymą wśród kleryków i księży, dla których był nie tylko kompetentnym znawcą antropologii współczesnej, ale także autorytetem, w którym za słowami szły: konkretne życie, własne postawy i wybory. Po odkryciu powołania do życia pustelniczego zamieszkał w Eremie Maryi „Brama Nieba” w Miasteczku Krwi Chrystusa w Chrustach koło Rawy Mazowieckiej.

Pierwsze śluby złożył w miejscu zamieszkania 6 października 2012 roku. Cztery lata później swoje „tak” na zawsze wypowiedział w katedrze łowickiej 1 października 2016 r., 915 lat po śmierci pustelnika św. Brunona Kartuza, swojego wielkiego patrona, w Jubileuszowym Roku Miłosierdzia. Zmarł na skutek choroby nowotworowej. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Rawie Mazowieckiej od modlitwy różańcowej. Mszy św. przewodniczył bp Andrzej F. Dziuba, homilię zaś wygłosił bp Wojciech Osial, kursowy kolega zmarłego pustelnika. W ostatniej drodze kapłana uczestniczyli: rodzina, kapłani, siostry zakonne, dziewice i wdowy konsekrowane, a także osoby, dla których był ojcem duchowym. Ciało zmarłego pustelnika zostało złożone na miejscowym cmentarzu.

Jakie życie, taka śmierć

Pierwszym, który dał świadectwo o zmarłym, był bp Osial. W homilii podkreślił, że życie o. Leszka dla jednych było życiem człowieka świętego, dla innych – życiem niezrozumiałym. Z miłości do Boga wyrzekł się wszystkiego. – Dziś dziękujemy za dar jego życia. Dziękujemy Bogu za to, że był, że w taki sposób odczytał swoje powołanie. Ojciec Leszek był pokorny. Przechodził różne próby, ale ostatecznie w pokorze wszystko przyjmował. Kiedy patrzymy na jego życie pustelnicze, musimy powiedzieć, że to wszystko zdobywał na kolanach, na drodze modlitwy. Modlił się nieustanne, w dzień i w nocy – mówił bp Osial. Kaznodzieja, żegnając swojego kolegę, wskazał też na walkę, jaką każdego dnia toczył pustelnik.

– Jeśli ktoś uważa, że wszystko przychodziło mu łatwo, to się bardzo myli. On wziął na serio zasadę, że trzeba wyrzec się samego siebie. W jego życiu była wielka samodyscyplina, konkretne ćwiczenia ducha i ciała. Nieustanne wymagania. To go wzbogacało wewnętrznie. I dawało mu siłę, siłę też w dźwiganiu cierpienia. Nie buntował się, nie narzekał. Powstawał z każdego upadku, przezwyciężał siebie. Odszedł bardzo cicho, z wielkim pokojem w sercu, potwierdzając powiedzenie: „Jakie życie, taka śmierć” – mówił bp Wojciech.

Cisza, która dotyka

Mimo pandemii rawską świątynię wypełniły rzesze wiernych. Ołtarz otoczyło ok. 70 kapłanów z trzech diecezji. Gros osób, które przyszły na pogrzeb łowickiego pustelnika, w ręku trzymało białe kwiaty, wyznając w ten sposób wiarę w zmartwychwstanie. Mimo bólu z powodu rozstania wierni zapewniali, że ich serca przepełniają radość i nadzieja, że ich krewny, kolega, przyjaciel, ojciec duchowy obcuje już z Bogiem. – Kochany wujku, będzie nam brakować twoich cennych rad, twoich wskazówek, ciepłego, serdecznego słowa, twojego przywitania, wspólnej modlitwy i błogosławieństwa. Nauczyłeś nas optymistycznego, ale jednocześnie poważnego podchodzenia do życia, opartego na Bogu. Zawsze było czuć twoją obecność, mimo że byłeś daleko. Wierzę, że będzie tak i teraz, kiedy odszedłeś do domu Pana, że będziesz obecny w naszym życiu – mówiła przedstawicielka rodziny. Wzruszające słowa pożegnania wypowiedział także inny członek rodziny.

– Śmierć Leszka wszystkich nas zaskoczyła. W czasach, w których jest tyle rozmyślania na temat sensu życia, wiary, był drogowskazem – mówił Mirosław Piwowarski. – Irenko, dziś jest Dzień Nauczyciela. Byłaś nauczycielką. Wychowałaś Leszka na fantastycznego człowieka, wybitnie zdolnego. W Szkole Podstawowej w Lubochni nie było tak wybitnego matematyka jak on. Zresztą czego by się nie dotknął w nauce, był najlepszy. A wybrał drogę, która prowadzi do Boga. Wyparł się siebie. Byłem na jego ślubach wieczystych w Łowiczu. Pamiętam tamto milczenie Kościoła, gdy leżał przed ołtarzem i gdy składał śluby. Ludzie mieli łzy w oczach. Liczyliśmy, że będzie dłużej pustelnikiem, ale widocznie Bóg go wezwał w tym momencie, aby dla wszystkich to była zaduma, abyśmy stawali się lepsi, aby to odejście nas dotknęło – mówił pan Mirosław.

Za życie, świadectwo, pokorę, odwagę pokazywania piękna i świętości kapłaństwa dziękowali koledzy kursowi, a także siostry misjonarki Krwi Chrystusa i duchowe córki o. Leszka. – Odszedłeś po cichu, w milczącym cierpieniu. Tak, jak żyłeś. Zamknąłeś drzwi życia ziemskiego. Przed tobą otwarły się bramy nieba. Pozostał smutek i żal. Po policzkach płyną nam łzy za ojcem. Ty nie umarłeś, ty, ojcze, żyjesz. Wierzymy, że teraz będziesz bliżej każdego z nas – mówiła duchowa córka. – Odszedłeś, bo Bóg pragnął, byś powrócił do domu. Dziś twoja łódź, którą przewoziłeś zagubionych, głodnych, nagich, często odartych z ludzkiej godności, stoi pusta w Miasteczku Krwi Chrystusa. Twój erem to ślad twoich stóp, który w naszych sercach zostanie na zawsze – dodała.

Jemu to zawdzięczam

O jego posłudze świadczyło wiele osób. Jedni robili to podczas pogrzebu, inni swoje wspomnienia i świadectwa spisali. – Pewnie wielu z tu obecnych pamięta Leszka jako pustelnika. My pamiętamy go jako księdza, któremu zaufaliśmy jako bardzo młodzi ludzie, z którym robiliśmy fantastyczne rzeczy, który objaśniał nam najważniejsze sprawy, prawdę o Bogu, o ludziach, i robił to w sposób absolutnie wyjątkowy, bez zadęcia, bez truizmów – mówiła przedstawicielka wspólnoty Młodzi Młodym z Miłości. – Leszek pokazywał to, co było najważniejsze. Leszku, będąc tam, w niebie, nie zapomnij o nas – dodała. Wśród osób dziękujących był Kamil Rasiński, który wyznał, że dzięki posłudze o. Leszka przeżył swoje nawrócenie i z człowieka walczącego z Kościołem stał się wierzący. – W mojej agresji, niewiedzy, głupocie on mnie autentycznie kochał, takim, jaki byłem w tamtym momencie. To jest jedna z najważniejszych osób, którym zawdzięczam swoje nawrócenie – mówił pan Kamil.

Zwracając się bezpośrednio do mamy o. Leszka, dodał: – Mamo Ireno, czy ty wiesz, że twój syn przyniósł mi Chrystusa? Jest wielu kapłanów, którzy tylko mówią o Chrystusie. On rzeczywiście żył Chrystusem. On mnie pociągnął. Dzisiaj służę do Mszy św., czytam słowo Boże, a jak Bóg da, będę nadzwyczajnym szafarzem – dodał. Świadectwo o swoim przewodniku, profesorze, dał także ks. Piotr Karpiński.

„Do końca życia będę dziękował Bogu, że na mojej drodze postawił o. Leszka. Nie byłbym w tym punkcie człowieczeństwa, kapłaństwa i nauki, gdyby nie on. Pierwsze spotkanie z nim dokonało się na płaszczyźnie filozoficznej. Seminaria filozoficzne u ks. dr. Niewiadomskiego dawały posmak prawdziwego uniwersytetu. Szybko moje relacje z nim zaczęły zataczać coraz szersze kręgi. Pojawiły się pytania praktyczne, konkretne: Co zrobić? Jakiego wyboru dokonać? Jaką decyzję podjąć? Do rozeznawania woli Bożej służyły dwa narzędzia: filozofia człowieka oraz Pismo Święte. Nie potrafię już dzisiaj myśleć inaczej. Przez 15 lat był moim towarzyszem duchowym, przy czym nasze spotkania nie były ani ckliwe, ani poufałe – jedynym celem było twarde i trzeźwe rozeznawanie prawdy zawartej w woli Bożej. Był człowiekiem całkowicie skoncentrowanym na Bogu i może dlatego tak dobrze rozumiał człowieka. Opowiadał kiedyś o wyborze seminarium. W pewnej chwili zrozumiał po prostu, że jeśli Bóg jest, to całkowite oddanie Mu się jest jedynym sensownym wyborem. Jego droga powołania nieustannie pogłębiała się, aż do odkrycia powołania pustelniczego. W ostatnich latach spotykaliśmy się już bardzo rzadko. Wydarzyło się jednak coś niezwykłego – zaczął zadawać mi pytania. Ten, który całe życie odpowiadał na moje pytania, pod koniec życia chciał posłuchać moich odpowiedzi. Czułem się jak debiutujący aktor na scenie przed swoim mistrzem. I przeczuwałem, co ta zamiana ról oznacza. Czy zdałem ten egzamin? On to już wie” – napisał ks. Karpiński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama