• facebook
  • rss
  • Piórko znad Renu - św. Hildegarda z Bingen

    ks. Tomasz Jaklewicz, współpraca: Michał Kapołka

    dodane 25.06.2010 10:53

    Komponowała, pisała dzieła teologiczne, medyczne, przyrodoznawcze, głosiła kazania, leczyła ciała i dusze… Św. Hildegarda z Bingen, poetka, wizjonerka, mniszka z charakterem, fascynuje współczesnych.

    W roku 1146 Bernard z Clairvaux, jeden z najbardziej wpływowych ludzi swojej epoki, dostaje list od nieznanej mniszki z małego konwentu sióstr z Disibodenbergu w Nadrenii. Autorka listu wyraża wielki szacunek dla Bernarda, po czym wyjaśnia powód, dla którego pisze. Mimo braku wykształcenia, od najmłodszych lat doświadcza wewnętrznych wizji interpretujących Biblię. Ponadto komponuje pieśni i muzykę liturgiczną, mimo że nie ma żadnej muzycznej edukacji.

    Mniszka nie wie, czy powinna ujawniać swoje wizje. Dlatego prosi o radę. Niektóre sformułowania musiały zaskoczyć Bernarda. Hildegarda pisze na przykład o „świętym dźwięku, który rozbrzmiewa w całym stworzeniu” lub o „viriditas” („zieloność”) – sile życia obecnej w stworzeniu, która daje owocność naturze i ludzkiej aktywności, a pochodzi od Ducha Świętego. Św. Bernard, czuły na nieortodoksyjne poglądy, jest pod wrażeniem listu. Zachęca mniszkę do pisania i prosi ją o modlitwę. Rok później na Synodzie w Trewirze obszerne fragmenty „Scivias” („Poznaj drogi Pana”), pierwszego dzieła Hildegardy, czyta sam papież Eugeniusz III, który wyraża zgodę na jego upowszechnienie.

    Ośmiolatka w pustelni
    W ciągu kilku lat od tego wydarzenia Hildegarda z Bingen staje się religijnym doradcą połowy Europy, o czym świadczy jej ogromna korespondencja (łącznie z listami do cesarza i papieży). Nazwano ją „Sybillą znad Renu” ze względu na dar proroctwa. Ona sama mówi o sobie, że jest piórkiem unoszonym przez Ducha Świętego. Dokonała tego, co wydawało się całkowicie niemożliwe dla kobiety, zwłaszcza w tamtych czasach. Czterokrotnie podróżuje po cesarstwie, głosząc kazania (!) w kościołach i klasztorach, nieraz napominając duchownych.

    Autorytet prorockiego powołania i siła charakteru benedyktynki znad Renu musiały pokonywać wszelkie bariery. Kim była ta niezwykła kobieta? Przyszła na świat w zamożnej, szlacheckiej rodzinie mieszkającej w pobliżu Moguncji. Była najmłodszym, dziesiątym dzieckiem. Kiedy miała osiem lat, rodzice oddali ją pod opiekę pustelnicy Jutty ze Sponheim, żyjącej w pobliżu benedyktyńskiego opactwa na wzgórzu św. Dyzyboda. Tam dojrzewała i kształciła się. Sama nazywała siebie często „indocta” (nieuczoną), ale nawet pobieżny przegląd jej dzieł świadczy o tym, jak rozległą wiedzę zdobyła, korzystając z dobrodziejstw benedyktyńskiej tradycji.

    Jej prywatnym nauczycielem i duchowym przewodnikiem stał się zakonnik z klasztoru w Disibodenbergu imieniem Volmar. Z jego pomocą zaczęła pisać swoje pierwsze dzieło „Scivias”. Po śmierci Jutty Hildegarda została wybrana przełożoną rozrastającej się żeńskiej wspólnoty. W 1147 roku zdecydowała się na utworzenie nowego żeńskiego klasztoru. Nie pomogły protesty opata z Disibodenbergu. Hildegarda doprowadziła do przeprowadzki swojej wspólnoty do nowego konwentu na wzgórzu św. Ruperta w pobliżu Bingen.

    Wędrując po śladach Hildegardy
    Po opactwie Disibodenberg zostały dziś tylko ruiny. Klasztorne wzgórze zarosło gęstym lasem. Kilka lat temu urządzono tutaj małe muzeum, a na wzniesieniu wytyczono ścieżkę medytacyjną. Co kilka metrów stoją tablice z fragmentami Psalmów i tekstów Hildegardy. „Każde stworzenie ma coś widzialnego i niewidzialnego. Element widzialny jest słaby, niewidzialny zaś silny i żywotny. Rozum próbuje to pojąć, choć tego nie widzi. To są moce Ducha Świętego” – czytam pierwszy tekst Hildegardy. Miejsce nastraja do refleksji. Jest tu cicho, słychać tylko ptaki. Fragmenty budowli toną w bujnej zieleni, fundamenty kościoła świadczą o jego potężnych rozmiarach.

    Na sąsiednich wzgórzach dojrzewa wino. Tradycja mówi, że Dyzybod, iroszkocki mnich z pierwszej misji ewangelizacyjnej w Niemczech, założył tu swoją pustelnię. Legenda dopowiada, że kiedy wbił tutaj swoją pasterską laskę, wokół pojawiły się pędy winogron. Gospodarz (ogrodnik?) pokazuje na makiecie opactwa prawdopodobne miejsce, w którym przebywała Hildegarda. Ulotki opracowane przez ministerstwo kultury z okazji 900. rocznicy urodzin świętej zachęcają do zwiedzania „Ziemi Hildegardy” i przekonują, że jej duch wciąż jest tu obecny.

    Około 40 km na północ stąd leży Bingen. Miasteczko położone jest nad samym Renem, w miejscu, gdzie zaczyna się jego najbardziej malowniczy odcinek. W muzeum nad samym brzegiem rzeki spora część ekspozycji poświęcona jest Hildegardzie. Oglądam makietę klasztoru Rupertsberg, założonego przez energiczną mniszkę. Budowla została zburzona przez Szwedów w XVII wieku. Przetrwało tylko kilka łuków wtopionych w dzisiejszą zabudowę.

    Częścią ekspozycji jest ogródek z roślinami, opisanymi przez Hildegardę w dziele „Physica”, które miało charakter leksykonu roślin, zwierząt i minerałów. W księdze „Causae et Curae” Hildegarda zawarła wiedzę o leczniczych właściwościach ziół i minerałów. Spośród zbóż najbardziej polecała starożytną odmianę pszenicy – orkisz. Miłośnicy zdrowej żywności odkrywają ze zdziwieniem, że święta miała świętą rację. Ziarno orkiszu daje mąkę najłatwiej przyswajalną przez człowieka i zawierającą najwięcej wartościowych dla zdrowia składników.

    Bliskie spotkania z siostrą Hiltrudą
    Na drugą stronę Renu przedostajemy się promem. Powyżej miejscowości Rüdesheim na zboczu opadającym łagodnie do Renu znajduje się klasztor benedyktyński św. Hildegardy. Jego architektura przypomina budowlę romańską, ale powstał na początku XX wieku. Fundatorem był katolicki książę Karol Lowenstein, który chciał ożywić kult nadreńskiej świętej. Opactwo wyrosło kilkaset metrów od miejsca, gdzie znajdował się niegdyś klasztor Eibingen, druga fundacja świętej mniszki. Dziś żyją tam 54 siostry w wieku od 27 do 95 lat, które czują się bezpośrednimi kontynuatorkami wspólnoty założonej przez Hildegardę. Podkreślają, że aktualna opatka jest 39. z kolei po założycielce.

    Energiczna siostra Hiltruda Gutjahr potrafi opowiadać o swojej patronce godzinami i chyba sama trochę ją przypomina. – To, co Hildegarda proponowała można określić jako „Heilkunde” – czyli sztukę leczenia, ale słowo „Heil” oznacza w niemieckim nie tylko zdrowie ciała, ale i zbawienie. Są trzy filary tej sztuki: korzystanie z darów stworzenia, jedność duszy i ciała oraz Bóg jako stwórca posyłający nam Jezusa jako lekarza – tłumaczy benedyktynka. – Ona nie miała wizji podczas ekstazy. Pisała, że widzi i słyszy wewnętrznymi oczami i uszami. W zwyczajnych sytuacjach widziała i słyszała więcej niż inni. To, co pokazywał jej Bóg.

    Ten dar miała od dziecka, ale dopiero mając 42 lata, jasno zrozumiała, że musi to przekazać światu. Pisała na woskowych tabliczkach, które przepisywał do księgi jej powiernik, mnich Volmar. Stan duchowieństwa pozostawiał wtedy wiele do życzenia. Jej życie i proroctwa były wołaniem o świętość Kościoła. Czuła się narzędziem w ręku Boga i wszystko zmierzało w jej życiu do tego, aby ludzie odnowili więź ze Stwórcą, aby postrzegali siebie jako powołanych do relacji z Bogiem.

     

     

    Siostra Hiltruda sięga na półkę i otwiera jedno z dzieł Hildegardy. W jednej z wizji Bóg mówi do człowieka tak: „Uznaj swoją godność, bo ja ciebie w sobie noszę, dałem ci początek pocałunkiem miłości”. – To właśnie trzeba odkryć, skąd jestem. Wtedy nie trzeba się bać żadnej choroby ani śmierci. A dziś ludzie boją się śmierci – komentuje siostra.

    To wino trzeba pić na kolanach
    Na parkingu przed klasztorem stoją autokary. W klasztornym sklepiku spory ruch. Siostry sprzedają „hildegardowe” produkty. Mnóstwo tu książek i kompaktów z muzyką Hildegardy, jest na DVD film fabularny nakręcony w ubiegłym roku („Vision”), są ciasteczka i makarony z mąki orkiszowej, zioła, no i oczywiście wina. Młoda benedyktynka zachęca do degustacji rieslingów własnej produkcji.

    Jeden z najdroższych nazywa się „Niebiańska harmonia”. Mmm, rzeczywiście, niebo w ustach. – To wino trzeba pić na kolanach – śmieje się siostra. Większość leczniczych mikstur, które polecała Hildegarda, sporządza się przez gotowanie ziół czy warzyw w winie. Czuję, że ta średniowieczna „feministka” coraz bardziej mi imponuje. Z ławeczki przed kościołem spoglądam w dół. Przede mną winnice, niżej miasteczko Rüdesheim, w dole Ren, po którym suną barki i wycieczkowe statki, po drugiej stronie Bingen. Krajobraz ma w sobie jakąś łagodność. Może dlatego nad Renem żyło tak wielu mistyków.

    Klasztorny
    dzwon wzywa na nieszpory. Siedzimy w pustej głównej nawie. Siostry modlą się w bocznej części świątyni przylegającej do prezbiterium. Próbuję śpiewać po łacinie psalmy, ale poddaję się. Zamieniam się w słuch, poddając się gregoriańskiej harmonii i delikatności kobiecego śpiewu. Główne obchody ku czci św. Hildegardy odbywają się tu co roku 17 września. – Musicie wtedy przyjechać – zapala się s. Hiltruda. – Relikwiarz świętej niesiemy w procesji z kościoła klasztornego do kościoła parafialnego, który stoi dokładnie w miejscu pierwotnego konwentu.

    Przyjeżdżają tu ludzie nawet z Ameryki i Australii. Tak, można mówić o renesansie popularności naszej świętej. Przyczyniły się do tego jubileusze 800-lecia śmierci (1979) oraz 900-lecia urodzin (1998). Nasze siostry opracowały, przetłumaczyły i wydały dzieła Hildegardy. Ale oczywiście jesteśmy przede wszystkim benedyktynkami, które wsłuchują się w Słowo Boga. Hildegarda nic innego nie robiła, tyle że skuteczniej niż inni.

    Będziesz zdrowy, jeśli Bóg tak chce
    W Polsce działa Polskie Centrum św. Hildegardy, założone z inicjatywy Alfredy Walkowskiej, która od kilkunastu lat zajmuje się propagowaniem zarówno medycyny św. Hildegardy, jak i jej duchowości. Pani Walkowska stara się o polskie tłumaczenie „Scivias”. Być może ukaże się w przyszłym roku. Czy Hildegardzie grozi to, że jej dziedzictwo zostanie potraktowane wybiórczo, a nawet że zostanie wręcz zniekształcone przez fanatyków naturalnej medycyny? – Jest takie niebezpieczeństwo – mówi Walkowska. – Jestem z wykształcenia teologiem i staram się o to, by pokazywać całe bogactwo Hildegardy. Ludzie czasem szukają zdrowia ciała, ale po spotkaniu z nią rozumieją, że muszą uporządkować całe swoje życie, a więc także duszę. Hildegarda leczyła mocą modlitwy i egzorcyzmu, a nie ziół. Podając przepisy na leki, mówiła: „będziesz zdrowy, jeśli będziesz zażywał to czy tamto i będzie tego chciał Bóg”.

     

     

    Krótko przed śmiercią prorokinię znad Renu spotkało to, co wielu innych świętych wyrastających poza ramy swojego czasu – opór ze strony Kościoła hierarchicznego. Opatka z Bingen zaszła za skórę kanonikom z Moguncji, którym wypominała zaniedbania. Pretekstem do ataku na Hildegardę było to, że zgodziła się na pochówek na cmentarzu klasztornym człowieka obłożonego ekskomuniką. Święta mniszka wiedziała, że przed śmiercią uznał swoje grzechy i wyspowiadał się, dlatego twardo stała przy swoim i nie godziła się na ekshumację, której domagali się duchowni. W efekcie sporu klasztor na pół roku został obłożony interdyktem. Konflikt rozwiązał biskup Moguncji, który później przepraszał benedyktynki za cierpienie, które spowodowali jego księża. Wkrótce po tym incydencie Hildegarda zmarła. Miała 82 lata. Jej proces kanonizacyjny nigdy formalnie nie został dokończony, ale Rzym umieścił ją na liście świętych i zezwolił na jej kult.

    Wracając z Eibingen, zajrzałem do pobliskiego cysterskiego opactwa Eberbach. W jego wnętrzach kręcono film według powieści Umberto Ecco „Imię Róży”. W surowej, potężnej, cudownej świątyni przypominałem sobie sceny z tego filmu. Mnisi jako zbiorowisko dewiantów. Oczywiście szaleńcy trafiają się wszędzie, ale przecież duchowa, intelektualna, artystyczna spuścizna średniowiecznych klasztorów należy do skarbca Europy. Pozostają one świadectwem geniuszu chrześcijaństwa – łączenia ciała z duszą, pracy z modlitwą, rozumu z wiarą, człowieka z Bogiem, nieba z ziemią. Życie Hildegardy z Bingen jest jednym z cudownych tego dowodów. – Ona wciąż leczy. Ludzie zmieniają swoje myślenie, kiedy ją poznają – zapewniała s. Hiltruda. Oby tak było.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    • pestka
      15.07.2010 08:57
      Chciałabym wyrobić sobie zdanie na temat poglądów św. Hildegardy. Niestety, spotykam się głównie z opracowaniami, z których wynika, że jej teorie mogą być czymś w rodzaju średniowiecznego New Age. Czy istnieją tłumaczenia jej oryginalnych dzieł na język polski?
    • Witold
      24.09.2010 15:24
      Szczęść Boże pestka!
      Opinie,o których wspominasz nie mają nic z prawdy. Naszą świętą poznałem przed z górą 20-tu laty. Mam nawet w swojej biblioteczce ponad 140 książek z Nią związanych (w jęz. niemieckim), w tym Jej trylogię(po łacinie). Odwiedzałem wielokrotnie miejsca o których pisze autor niniejszego opracowania. Miałem również łaskę zostać przyjęty przez Nią samą na "prywatnej audiencji". Może kiedyś o tym napiszę. Zafascynowała mnie nie tyle "Jej" medycyna, co teologia. Miałem w związku z tym wielkie plany. Pewnego dnia otrzymalem w duchu glos: "Odłóż swoje zamiary na czas późniejszy, gdyż dzisiejszy człowiek nie jest w stanie pojąć tego, o czym św. Hildegarda pisze. Najpierw musi zostać wylany na świat na nowo Duch święty. Wtedy dopiero człowiek sięgnie po Jej dzieła i je zrozumie".Innymi słowy, aby pojąć treści, które znajdują się w Jej dziełach, trzeba czytać je i rozważać - podobnie jak Biblię - w tym samym DUCHU w którym zostały napisane, z czym jest dziś największy problem. Dlaczego? Ponieważ - jak pisze św. Hildegarda - "z rokiem moich urodzin (1098) nauka Apostołów zaczęła blednąć w sercach ludzi". Innymi słowy szczyt wiary człowieka w Boga przypadał na średniowiecze. Witold, pomagamysobie.pl
    • Paulina
      17.04.2014 19:16
      Bardzo ładnie opisane, ciekawie. Od niedawna mieszkam w Bingen i bardzo ciekawi mnie jego historia.Dziękuje i liczę na więcej... :)
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość
      przewiń w dół